Przechadzając się w pobliżu placu Mickiewicza w Gliwicach, można odnieść wrażenie, że miejsce to niewiele zmieniło się od czasów przedwojennych.

Nic bardziej mylnego, bowiem plac pomiędzy dawnymi ulicami Oberwallstrasse, Moltkestrasse i Kreuzstrasse, czyli obecnymi ul. Górnych Wałów, Al. Korfantego i ul. Świętokrzyską wyglądał kiedyś zupełnie inaczej, ma też bogatą, a zarazem tragiczną historię.

Koniec XIX wieku

W drugiej połowie XIX wieku na rogu dzisiejszej ul. Górnych Wałów, w jednopiętrowym budynku znajdowała się gospoda założona około 1870 roku. Obok miał swoją siedzibę lazaret wojskowy, a w ogrodzie za budynkami powstał w 1875 roku teatr letni.

Cały plac zmienił się za przyczyną gliwickiego przedsiębiorcy Friedländera, który w 1879 roku odkupił te budynki, po to, by trzy lata później wybudować w tym miejscu kompleks rozrywkowy. W nowym obiekcie odbywały się występy sceniczne oraz, już w 1896 roku, pierwsze pokazy kinematograficzne. Było to nie lada wydarzenie zważywszy na fakt, że pierwsza publiczna projekcja filmów braci Lumière miała miejsce w Paryżu zaledwie rok wcześniej.

„Stadtgarten”

W 1918 roku działkę wraz z zabudową zakupiło miasto. Już wtedy znajdowała się tu sala teatralna, restauracja, mała salka służąca celom towarzysko-rozrywkowym oraz ogród, który znajdował się na tyłach kompleksu. Salę teatralną szybko przeznaczono na kino, z powodu rzadko odbywających się w niej spektakli.
Miasto przejąwszy budynek zadbało o remont wnętrza i elewacji kompleksu. Po zakończonej renowacji na białej fasadzie pojawił się duży napis „Stadtgarten”, a okna ozdobiły czerwone pelargonie. Przy okazji prac obiekt miał być dostosowany do wymogów ówczesnych przepisów przeciwpożarowych.

W sobotę 31 sierpnia 1918 roku otwarto „Städlische Lichtspiele” czyli „Kino Miejskie”, które mogło pomieścić 570 widzów. Gliwickie kino było uznawane za jedno z najbardziej okazałych na Śląsku.
Później kompleks podzielono na kino i restaurację wraz z ogrodem.
Oprócz projekcji filmów, którym towarzyszyła orkiestra, odbywały się tam także przedstawienia teatralne. Projekcje, jak i spektakle, miały miejsce również w tzw. małej sali, która mieściła się nad restauracją. To właśnie tam 24 marca 1919 roku doszło do tragedii, która wstrząsnęła całym miastem.

Tragiczny pożar

Tego marcowego dnia, sala w której odbywało się przedstawienie „Święta Jadwiga patronka Śląska” była wypełniona po brzegi. Na widowni zasiadało około osiemdziesięcioro dzieci. Jak podawały ówczesne gazety, frekwencja na spektaklu była większa niż ilość miejsc w pomieszczeniu.

Ogień pojawił się nagle na jednej z kotar. Dzieci oglądające sztukę wpadły w popłoch.

Pożar podobno początkowo był stosunkowo niewielki, jednak spanikowane dzieci próbowały uciekać, nie reagując na nawoływania aktorów, starających się je uspokajać. Drzwi wyjściowe, prowadzące na dzisiejszą ulicę Górnych Wałów były zablokowane. Prawdopodobnie zamknęli je sami organizatorzy, którzy nie chcieli wpuszczać na przedstawienie większej ilości osób. Dodatkowo drzwi otwierały się do wewnątrz, co wobec napierających na nie dzieci, utrudniało ich otwarcie.
Do wyjścia na ulicę prowadziły schody. Dzieci tratowały się nawzajem, przewracały, wpadały na siebie. Wiele zmarło w wyniku uduszenia. Wiele zostało ciężko rannych, część zmarła w szpitalu nie odzyskawszy przytomności. Dzieci zginęły nie tyle wskutek ognia i dymu ile zostały stratowane bądź uduszone, gdy w panice szukały wyjścia z pomieszczenia.

Fragment komiksu wydanego przez Muzeum w Gliwicach obrazujący tragiczny pożar.

Mieszkańcy okolicznych kamienic próbowali ratować zamknięte w kinie dzieci, ale ich wysiłki okazały się bezskuteczne. Jako pierwszy nadbiegł dozorca, Franz Piechutta, który wyciągał poszkodowanych zatrutych dymem. Na miejsce przybyła także straż pożarna, której w końcu udało się opanować pożar i wynieść ciała dzieci przed budynek.

W sprawie pożaru wszczęto śledztwo. Ustalono, że budynek pomimo wykonanego wcześniej remontu nie spełniał norm przeciwpożarowych, nie było także nadzoru strażackiego. Ogień wybuchł prawdopodobnie od żarówki lampy, od której zapaliła się kotara. Tak przynajmniej brzmi jedna z oficjalnych, przyjętych później wersji.

W dostępnych źródłach nie ma wzmianki, czy ktoś został w tej sprawie osądzony. Najpewniej winnych pociągnięto do odpowiedzialności, tyle że nie wiadomo, kto został wysłany na ławę oskarżonych. Ponieważ kompleks był własnością miasta, sprawa musiała być dość kłopotliwa dla ówczesnych włodarzy.

W wyniku pożaru w „Stadtgarten” życie straciło 76 dzieci. 56 z nich pochowano w zbiorowej mogile na Cmentarzu Lipowym w Gliwicach, którą zwieńczono pomnikiem autorstwa Paula Ondruscha. Na nagrobku z wizerunkiem Chrystusa, który przygarnia do siebie dzieci, widniał niemiecki napis „Lasset die Kindlein zu mir kommen” („Pozwólcie dzieciom przyjść do mnie”). Jednakże po wojnie w ramach degermanizacji Gliwic napis został usunięty. Sama mogiła wraz z pomnikiem przetrwały do dzisiaj. Obecnie u stóp pomnika znajduje się napis po polsku „Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie”.

Tragedia w kompleksie „Stadtgarten” została kilka lat temu przypomniana w wydanym przez Muzeum w Gliwicach zbiorze komiksów opisujących ważniejsze wydarzenia w dziejach miasta.

Capitol

Działalność kino-teatru miasto kontynuowało do roku 1926. Ostatecznie kino popadło w kłopoty finansowe i zdecydowaniu o jego wydzierżawieniu firmie „Deulig Film AG”. Nazwę kina zmieniono na „Deulig -Palast”.
Po dwóch latach ono również zaprzestało działalności, a sale stały puste przez kolejne dwa lata.

W roku 1930 obiekt przejęła firma Union – Grundstuck GmbH. W kinie odbył się kolejny duży remont, którego celem było jego udźwiękowienie. Wraz z nowymi właścicielami zmieniła się także nazwa kina na „Capitol”.

Restaurację wraz z ogrodem i salą im. Blüthner’a wydzierżawił gliwicki browar Scobel. Otwarcie nowego kina pod nazwą „Capitol” odbyło się 1 kwietnia 1930. W kinie oprócz wyświetlania filmów można było przedstawiać też małe formy teatralne

Salę wyposażono w najnowsze na te czasy urządzenia do prezentacji filmów dźwiękowych, a na widowni mogło zmieścić się prawie 1000 widzów. Sufit w sali głównej zdobiły drewniane kasetony, ściany odmalowano w odcieniach czerwieni i srebra, a galerie podświetlały szeregi lamp.

W srebrzystym tonie pomalowano ściany przedsionka i foyer. Podłogę zdobiło linoleum w ładne, dobrze dobrane trzykolorowe wzory. Szczególnie atrakcyjnie odnowiono wejście na loże. Garderoby i ściany klatek schodowych otrzymały obicia z maty, a w oknach umieszczono witraże. Niezwykłe wrażenie wywoływały w wieczornym oświetleniu wnętrza portalu wejściowego i wieżyczek, które pomalowano w kolorze czerwonym.

Sowieci

Kompleks kinowy przetrwał do roku 1945, aż do momentu gdy został całkowicie spalony przez żołnierzy sowieckich. Na plac powstały w miejscu zniszczonego kompleksu rozrywkowego zaczęto zwozić wcześniej ekshumowane zwłoki Sowietów, którzy dotychczas spoczywali w płytkich prowizorycznych grobach w różnych częściach miasta. W efekcie powstał tu pierwszy w Gliwicach duży cmentarz wojenny.

Ponieważ nekropolia w ścisłym centrum miasta nieopodal starówki nie była najszczęśliwszym rozwiązaniem, już w 1946 roku pojawiały się głosy za jej przeniesieniem. Dwa lata później rozpoczęto likwidację starego cmentarza na placu pomiędzy ulicami Wieczorka i Świętokrzyską. Do 1950 roku wszystkie ciała ekshumowano i złożono na nowym cmentarzu wojennym przy ul. Sobieskiego. Jedyne co pozostało po Sowietach na placu po dawnym kompleksie rozrywkowym to nazwa – plac Obrońców Stalingradu.

Mickiewicz

Rok 1955 decyzją UNESCO ogłoszono Międzynarodowym Rokiem Mickiewiczowskim. Na dzień 26 listopada przypadła setna rocznica śmierci poety. Uroczyście obchodzono ją w całej Polsce. Jeszcze tego samego roku w grudniu odbyła się uroczysta sesja Miejskiej Rady Narodowej, na której jednomyślnie podjęto uchwałę o budowie pomnika Adama Mickiewicza w Gliwicach. W następnym roku postanowiono, że monument stanie na placu Obrońców Stalingradu i tym samym zmieni się jego nazwa na plac Mickiewicza.

Widok na plac im. Adama Mickiewicza w latach 60-tych XX w.

Odlew, według projektu rzeźby rektora ASP w Warszawie, prof. Franciszka Strynkiewicza. wykonały Gliwickie Zakłady Urządzeń Technicznych. Odsłonięcie pomnika nastąpiło w niedzielę 24 listopada 1957 roku.

Łukasz Gawin

Sortuj wątki:   od najnowszych   |  chronologicznie  |  najwyżej ocenione
Urko
Urko

Dobrze , że czasami przypominacie historię starego Gleiwtz. Dzięki .

ballest
ballest

Fajnie, ale z Synagoga to nie sztimuje – bo Horst Bieniek pisal, ze podpalona byla – ale za bardzo zniszczona nie byla

Alex
Alex
Więcej takich publikacji! Mimo, że nie wszystko było idealne, to jednak warto pokazywać jak nowoczesnym i rozwiniętym miastem były Gliwice na przełomie XIX/XX w i do lat 30-tych XX w. Po tamtych czasach pozostały jedynie ustne przekazy, może jakieś dokumenty. Współcześnie wydaje nam się, że jesteśmy otoczeni nowoczesnością, jednak jeśli spojrzymy na Gliwice tamtych czasów na tle innych europejskich czy amerykańskich miast, to nie było się czego wstydzić. Ślady tej historii są już w naszym mieście w większości zatarte, a pewne fakty wychodzą „niejako przy okazji” i przypadkiem. Dziwne jest, że w zapomnienie poszło praktycznie całe bogactwo historyczne i techniczne… Czytaj więcej »
AndrzejD
AndrzejD

” Dziwne jest, że w zapomnienie poszło praktycznie całe bogactwo historyczne i techniczne miasta ”
…no, to akurat nie jest dziwne, zważywszy że od 1945roku miastem rządzili – najpierw sowieckie kałmuki, a zaraz później ich ziomkowie za Buga + desant z Kielecczyzny czy Rzeszowszczyzny.
Dla nich, jak tu przybyli – to było zderzenie z nowoczesną cywilizacją którą zresztą od początku dewastowali.

AndrzejD
AndrzejD

Jak piękne było kiedyś Gleiwitz !

Ewa
Ewa

Ruska dzicz

zyz
zyz

Nie tylko. Przede wszystkim nasza własna – rodzima.

Ewa
Ewa

Super artykuł, dzięki. Tragedii straszna, eh. Pieknie byłoby w gliwicach. Dwa wielkie gmachy. Kino, teatr….Ruskie penisy. Tyle zniszczeń. Strat. Ludzi …. wyzwoliciele

kolik
kolik

Ruscy nic w Gliwicach nie wyzwalali. Jak już to podbijali ziemie wroga.

Barbara
Barbara

Czytam te ‚ mądre’ komentarze i ręce mi opadają, iście wysoki poziom kultury! Szkoda dla takich odbiorców wysilać się droga Redakcjo – wstyd mi za nich. Ze swej strony serdecznie dziękuję za wszystkie historyczne materiały i nieśmiało przypominam, że obiecywaliście więcej publikacji w tym temacie.

Ewa
Ewa

, niby które cię tak oburzają

Ewa
Ewa

Gwizdnęłaś/łeś mi nicka

Marcin
Marcin

Super. Więcej takich artykułów!

Łukasz
Łukasz

I takie artykuły się naprawdę ceni. Oby takich więcej.

silverariel
silverariel

Kocham to moje miasto.

Żoliborska Kanalia
Żoliborska Kanalia

Dobrze, że ostała się ta mogiła na Lipowym. Bez oryginalnego napisu, co prawda, ale to nie szkodzi.
To były przecież dzieci, które padły ofiarą beztroski dorosłych…

zyz
zyz

No właśnie szkodzi, szkodzi …
Niestety nadal każdego, kto na tych naszych ziemiach o powikłanej historii posługuje się prawdziwą gwarą, albo (apage!) niemieckim posądza się o bycie piątą kolumną.

Gabi621
Gabi621

Pamiętam ten smród jak przewożono sowietów na otwartych ciężarówkach.

Greg
Greg

Gdyby nie Sowieci to byś dzisiaj palancie był niewolnikiem i pracował na rasę panów, albo został przerobiony na mydło

Mateusz
Mateusz

Tyle że Sowieci wymordowali więcej ludzi niż hitlerowcy.. nic tym kacapom nie ma co zawdzięczać, chyba stracone i szare 50 lat real socjalizmu.:/

AndrzejD
AndrzejD

…sowieci to widać że cię zrobili. Z kilometra widać, słychać i czuć że masz mentalność kałmuka