Dawny dom starców przy ul. Kozielskiej zbudowano 120 lat temu. Wcześniej był tam cmentarz

Zbudowany w stylu niemieckiego renesansu, otoczony dużym ogrodem-parkiem, budynek przy ul. Kozielskiej 8 ma już 120 lat. Powstał na terenie nieczynnego od 1859 roku cmentarza, a jego pierwszym przeznaczeniem był dom spokojnej starości.

 

W mieście powstanie dom starców

W 1881 roku magistrat rzucił hasło zbudowania domu starców dla osób starych i chorych, do którego miano przyjmować ludzi bez różnicy wiary. Dom dla ludzi, których nie przyjmował szpital, a którzy wymagali opieki. Inicjatywę podjął nadburmistrz Kreidel, który wezwał społeczeństwo oraz instytucje i przemysł do ofiarności na ten cel.

Początkowo dom miał stanąć przy dzisiejszej ul. Kościuszki, gdzie już w 1891 roku zakupiono działkę. Ta jednak okazała się potem zbyt mała.

Wcześniej był tu cmentarz

Przed rozpoczęciem budowy konieczna była zgoda na wykorzystania terenu zamkniętego od 1859 roku cmentarza przy ul. Kozielskiej, obok kościoła św. Krzyża.
Gdy zgodę otrzymano, zlecono radcy budowlanemu Kehnowi przedłożenie projektu i prace pod bezpośrednim nadzorem mistrza budowlanego Paula Gaerte rozpoczęto z końcem 1900 roku.

Jeszcze zanim przystąpiono do prac budowlanych, przeprowadzono sporą ilość ekshumacji starych grobów z których szkielety złożono w kilku dużych trumnach i uroczyście pochowano w małej kapliczce z tyłu pod murem cmentarza. Pozostawiono dużą ilość grobów, które nie stały w miejscu budowy, w tym także grób wybitnego wodza i dowódcy gliwickiej jednostki płk. A. Boddiena obok wspomnianej kaplicy. Złożono w niej także liczne szkielety, które wykopano w trakcie wykonania głębokich wykopów. Przy okazji tworzenia ogrodu-parku dla przyszłych mieszkańców, uporządkowano owe liczne grobowce, szczególnie pochowanych tu gliwickich znakomitości. Powstały też alejki spacerowe, przy których stawiano także ławki.

Poświęcenie budynku nastąpiło 5 października 1902 roku

Na uroczystość zaproszono także byłego burmistrza Kreidela. Koszty budowy wyniosły 156.271 marek, łącznie z wyposażeniem sal dla przewidzianych w tym domu 40 pensjonariuszy. W zależności od zamożności mieszkańców zostali oni ulokowani w pokojach jedno lub dwuosobowych. Dom został na ówczesne warunki nowocześnie urządzony i ogrzewany centralnie.

Pensjonariusze żyli tu w absolutnym spokoju

Zbudowany w stylu niemieckiego renesansu otoczony dużym ogrodem-parkiem. Front budynku ma długość 45 m i 13 okien. Jest tu duża piwnica, wysoko położona kondygnacja parterowa, pierwsze piętro oraz duże poddasze. Wysokość budynku wynosi 10,5 m, zaś do szczytu 16,5 m. Nad dużymi, dwuskrzydłowymi drzwiami portalu głównego, namalowano herb miasta. Na parterze znajdowała się jadalnia oraz nad nią na I piętrze sala do modlitwy.

Na parterze i piętrze było po 12 pokoi. Sale bez różnicy były bardzo skromne, w każdym skrzydle były łazienki oraz ubikacje.

Jadalnia oraz sala modlitewna oświetlone były wielkimi żyrandolami. Na poddaszu znajdowało się 8 pokoi, zaś część strychów przygotowano tak, aby w razie potrzeby można było je przebudować na pokoje. Kierownikiem tego domu od początku był 0. Goy, który zorganizował tu bibliotekę. Po jego śmierci w 1922 roku, domem zarządzały do 1945 roku trzy siostry Boromeuszki, którym pomagały 4 dziewczyny.

Liczba przyjętych tu osób wzrastała bardzo powoli. Z 16 przyjętych w dniu otwarcia, wzrosła po roku do 24 osób, zaś w 1927 roku w domu mieszkało 36 osób. Mieszkańcy I klasy umieszczeni w pokojach jednoosobowych wyposażyli je na ogół własnymi meblami, aby przypominały im rodzinny dom. Mieszkańcy żyli tu w absolutnym spokoju, odizolowani od świata zewnętrznego. Instalowana potem radiofonia nie znalazła żadnego zainteresowania, wiec została zlikwidowana, jedynie kilka osób słuchało radia przy pomocy słuchawek i detektora.

Średni wiek mieszkańców wynosił 74-80 lat

W następnych latach dom zawsze był zapełniony do ostatniego miejsca. Większość pensjonariuszy to byli urzędnicy/ wdowy po urzędnikach oraz renciści ze średniej warstwy społecznej. Osoby przyjmowane były za odpłatnością lub bezpłatnie, o ile osoba oraz zobowiązani do łożenia za nią także były bez środków. Odpłatność regulowana była za cały rok, ewentualnie przekazano pewien kapitał na rzecz domu. Pensjonariusze otrzymywali pełne utrzymanie oraz opiekę lekarską, zaś po śmierci wszyscy bez wyjątku skromny pogrzeb.

Przyjmowani zostawali w tym domu do końca życia, jednak w szczególnych przypadkach mogą być wypisani np. gdy ustaje ich niezamożność, gdy zakłócają spokój i porządek.

Szpital zakaźny

Obiekt po drugiej wojnie światowej zmienił swe przeznaczenie. W budynku zorganizowano Szpital Obserwacyjno – Zakaźny, ponieważ tak kształtowały się potrzeby mieszkańców. W tamtych czasach powszechne były choroby zakaźne, takie jak szkarlatyna, błonica czy żółtaczka.

W latach 60. nastąpiła pierwsza, poważna, modernizacja obiektu. Dobudowano wtedy na zapleczu częściowo oficynę, przykrytą płaskim stropodachem krytym papą, która stanowiła izolatki dla najciężej chorych. Wtedy to obiekt znalazł się pod ochrona konserwatorską Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

Zakład opiekuńczo-leczniczy

Pod koniec lat 90. ubiegłego stulecia okazało się, że spośród 106 miejsc dla chorych, wykorzystywano tylko 50%. Wydawało się, że utrzymywanie takiego dużego obiektu ma niewielki sens. Był to też okres, w którym brakowało środków na remonty budynku. Finansowanie Szpitala Obserwacyjno – Zakaźnego w dotychczasowej siedzibie stało się nieopłacalne. Poszukiwano racjonalnego rozwiązania.

W tym czasie konieczne okazało się stworzenie odpowiednich warunków leczenia dla innej grupy pacjentów. Czas życia wydłużał się i specjalistycznej opieki potrzebowało coraz więcej ludzi starszych. Dlatego postanowiono tu utworzyć zakład opiekuńczo-leczniczy o specjalności neurologiczno-rehabilitacyjnej.

Po pracach modernizacyjnych pierwsze sale chorych były gotowe w lipcu 2003 roku. Wówczas formalną działalność rozpoczął Zakład Opiekuńczo–Leczniczy, który do dzisiaj prowadzi spółka VITO-MED.

(żms)/materiały Szpitala VITO-MED

3 komentarzy
 najwyżej ocenione
od najnowszych    chronologicznie 
Inline Feedbacks
View all comments
Jak to się ma?
01/05/2022 09:03

Dom dla ludzi. Ciekawy artykuł.

Jeszcze jedno.

Cytuję: „przeprowadzono sporą ilość ekshumacji starych grobów z których szkielety złożono w kilku dużych trumnach i uroczyście pochowano w małej kapliczce z tyłu pod murem cmentarza”.

A teraz, kilometr dalej, cmentarz Starokozielski został całkowicie zdewastowany i wiele istniejących tam pięknych grobowców wywieziono.

Też tam ma powstać jakaś budowa.

Stary
01/05/2022 15:38
W odpowiedzi na  Jak to się ma?

Dodam, że ekshumowane szczątki dawnych Gliwiczan wywieziono i pochowano w Siemianowicach…

Achacy
04/05/2022 09:08

Szpital koszmarów, niejeden pacjent pamięta chamską podstarzałą pielęgniarkę o ksywie „Sierżantka”, wyzywającą pacjentów i nadużywającą wulgaryzmów, nawet wobec pacjentów dziecięcych.