Myśliwska słynęła ze znakomitej kuchni. Do Naftuły chodziło się na sycące obiady i gorące przekąski

Fot. "Miejsca Szczęśliwe" Maciej Kaliszan

We wspomnieniach gliwiczan powracają nazwy dwóch sąsiadujących ze sobą restauracji. Kryje się za nimi ciekawa historia.

Łukasz Łoziński


Rozmawiając ze starszymi mieszkańcami Gliwic, spotykałem się czasem z dziwaczną nazwą: Naftówa albo Nafta. Opowiadano, że kiedyś był taki bar przy Kłodnickiej 1, niemalże na rogu Zwycięstwa. W pierwszych latach po wojnie cieszył się dobrą renomą, ale z czasem, jak to ujęła babcia mojej koleżanki, zmienił się w zwykłą „mordownię”.


Nazwa mnie zaciekawiła, ale nie byłem w stanie znaleźć dalszych informacji. Aż w końcu, czytając książkę Jurija Wynnyczuka Knajpy Lwowa, trafiłem na szeroki opis restauracji Naftuły Toepfera. Jak wiadomo, do Gliwic po wojnie przyjechały tysiące osób z Kresów Wschodnich. Zacząłem się zastanawiać, czy nie ma związku między Naftówą a lwowską knajpą.

Moje przypuszczenia potwierdziła Bożena Kubit – znawczyni historii śląskich Kresowian, związana z Muzeum w Gliwicach. Lokal na Kłodnickiej nie nazywał się Nafta ani Naftówa, tylko właśnie Naftuła. Badaczka pokazała mi dowód rzeczowy – czarno-białe zdjęcie z archiwum Andrzeja Żółtowskiego, które przedstawia jego ojca i ciotki. Elegancko ubrani stoją na moście nad Kłodnicą. Za nimi widać drogowskaz z napisem „Restauracja Naftuła ze Lwowa” (zdjęcie ukazało się w książce Gliwiccy Kresowianie).

Gliwice, ulica Zwycięstwa, rok 1945 lub 1946. Czesława, Zbigniew i Maria Żółtowscy. Zdjęcie z archiwum Andrzeja Żółtowskiego.

Mecenas bohemy

Historia dawnej Naftuły jest dobrze znana pasjonatom Lwowa. Lokal znajdował się niedaleko Rynku, przy ulicy Trybunalskiej 12. Na przełomie XIX i XX wieku był to jeden z najwyżej cenionych adresów w mieście, tak ze względu na kuchnię, jak i towarzystwo. Naftułę odwiedzali między innymi premier Austrii Kazimierz Badeni (tak, Polak był szefem rządu za Franciszka Józefa!), malarz Kazimierz Sichulski oraz sławni pisarze – Jan Kasprowicz, Stanisław Przybyszewski i Leopold Staff. Lwowską Naftułę można więc porównać do krakowskiej Jamy Michalikowej.

Właścicielem restauracji był Naftali Toepfer, Żyd głęboko zintegrowany z polską społecznością Lwowa. W pewnym momencie przyjął katolicyzm, a wraz z nim imiona Szymon Michał. Mimo to wszyscy nazywali go Naftułą i zdrobnienie przylgnęło też do restauracji. Chrzest musiał odbyć się przed 1912 rokiem, bo wtedy restaurator – już pod nazwiskiem Szymon Michał Toepfer – wydał zbiór satyrycznych wierszy i karykatur pod tytułem Dziadowskie a ucieszne piosnki. Poczucie humoru nie przeszkadzało mu pełnić funkcji radnego miasta Lwowa.

Szymon Michał Toepfer, lata 20. Zdjęcie z „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”, ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego.

„Był melomanem i zbieraczem dzieł sztuki – wspominał lwowianin Andrzej Barącz. – Podarował galerii Muzeum Lwowskiego ponad sto obrazów Malczewskiego, Wyczółkowskiego, Dobrowolskiego i innych. Był częstym gościem mego ojca.” Barącz nieco się pomylił, bo z wiarygodnych źródeł wynika, że kolekcjoner przekazał miastu ponad 250 płócien i szkiców. Z pewnością znał się na sztuce i potrafił ją docenić. Podobno niektóre dzieła dostał w ramach zapłaty od stołujących się u niego malarzy.

Do Naftuły chodziło się na sycące obiady i gorące przekąski – jak flaczki czy kiełbaski z chrzanem. Dumą lokalu był szeroki wybór zagranicznych alkoholi, do których Toepfer miał łatwy dostęp, ponieważ prowadził skład alkoholi. W 1904 roku chwalił się w „Gazecie Lwowskiej”: „Wina wszelkich gatunków na miarę, butelki oryginalne i na beczki jako to: austriackie, węgierskie, francuskie, reńskie, włoskie, hiszpańskie, rumuńskie, greckie cognaki i inne nalewki. […] Przy zakupie powyżej 25 kor. 10% opustu. […] Naftali Toepfer.”

Z czasem lokal przy Trybunalskiej przejął syn założyciela, Michał, nazywany często „młodszym Naftułą”. Według Wynnyczuka pod odzyskaniu przez Polskę niepodległości Toepferowie sprowadzili się do Poznania. Czy to oni po II wojnie światowej otworzyli restaurację w Gliwicach? Taką informację podał jeden z rozmówców, jednak nie udało się jej potwierdzić. Z innych relacji wynika, że w późniejszym okresie gospodarzem przy rogu Zwycięstwa był Zdunikowski.

Knajpy Zdunikowskiego

Urodzony w 1889 roku Edward Zdunikowski to jedna z ciekawszych postaci powojennych Gliwic. Przyjechał zaraz po wojnie i szybko osiągnął coś, o czym niejeden marzył – został gospodarzem dwóch restauracji, i to w samym centrum miasta. Myśliwska znajdowała się bezpośrednio przy Zwycięstwa, a wspomniana Naftuła w sąsiedniej kamienicy.

W latach powojennych Zdunikowski pełnił funkcję przewodniczącego w Gliwickim Kole Łowieckim, co tłumaczy, skąd wzięła się nazwa lokalu przy Zwycięstwa.

Myśliwska słynęła z kuchni na wysokim poziomie (chwalono zwłaszcza mięsa), ale i ceny nie należały do niskich. Sam restaurator szybko stał się obiektem plotek.

Pochodząca ze Lwowa pani Nosal opowiadała mi, że gliwiczanie snuli różne przypuszczenia co do tego, jakim sposobem Zdunikowski doszedł do swojej pozycji.

Myśliwska mieściła się na parterze dawnego hotelu Schlesischer Hof (Śląski Dwór). Główna sala była dość duża, mieściła kilkanaście stolików. Mimo to robiła wrażenie przytulnej, dzięki wyposażeniu z ciemnego drewna. Ozdobą sali były sztukaterie i żyrandole.

Eklektyczne wnętrze przywodziło na myśl zameczki myśliwskie, choć duże, półokrągłe okna wprowadzały nowocześniejszy styl. Jeden z gliwickich lwowian, pan Simkow, podsumował krótko: najładniejszy lokal w mieście. Jak wynika z relacji, wśród klienteli nigdy nie brakowało Kresowian.
„Taka bardzo ciekawa restauracja – wspominała pani Majewska, pochodząca ze Stryja. – Wystrój taki retro, no i tam w soboty były dansingi, eleganckie towarzystwo przychodziło”. Rodzice rozmówczyni zabierali ją do restauracji na obiady, aby nabrała manier i obycia.

Zanikająca pamięć

Nie udało się zdobyć obszerniejszych wspomnień na temat Naftuły, nie natrafiłem też na zdjęcia jej wnętrz. Jeżeli ktoś z Szanownych Czytelników może uzupełnić tę lukę, to będę wdzięczny za kontakt z redakcją.

Edward Zdunikowski zmarł w 1957 roku, został pochowany na Cmentarzu Lipowym. Odeszli również ci, którzy przed wojną odwiedzali Naftułę we Lwowie.

Pamięć o Toepferze w zasadzie zanikła, a przydomek restauratora stał się tylko niezrozumiałym dźwiękiem. Gliwiczanie zaczęli nazywać to miejsce Naftą lub Naftówą. Lokal stracił renomę, a pani Nosal, która mieszkała w jego sąsiedztwie, zapamiętała, że wokół Naftuły stale kręcili się pijacy. Trzeba było czasu, by miejsce zmieniło charakter – w ostatnich latach przy Kłodnickiej działały dwa bary wegetariańskie, Złoty Osioł oraz Ajntopf. Ale to już zupełnie inny temat.

A Myśliwska? Długo była dumą miasta, ale po przemianach ustrojowych ustąpiła miejsca amerykańskim sieciom fast foodowym. Na to wtedy był popyt. Aż w końcu, jak wiele lokali na Zwycięstwa, tak i ten zajął oddział jednego z banków.

Na pocieszenie warto dodać, że gliwicka gastronomia się rozwija. W weekendowe wieczory okolice Rynku są pełne ludzi i trudno narzekać na nudę w menu. A o wkładzie Kresowian w powojenne życie miasta przypominają lokalni aktywiści, dziennikarze i Muzeum w Gliwicach. Nic dziwnego, bo to fascynujący temat.


Za konsultacje dziękuję Pani Bożenie Kubit, Panu Andrzejowi Żółtowskiemu i bywalcom Myśliwskiej.

Łukasz Łoziński – copywriter, literaturoznawca, etnograf. Doktorant Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ. Prowadzi badania etnograficzne na temat powojennych przeżyć mieszkańców Śląska oraz Podhala.

Źródła:
Andrzej Barącz, U nas we Lwowi
Gliwickie Koło Łowieckie Daniel, Rys historyczny
Henryka Kramarz, Samorząd Lwowa w czasie pierwszej wojny światowej i jego rola w życiu miasta, Kraków 1994.
Bożena Kubit, Gliwiccy Kresowianie, Gliwice 2010.
Bożena Kubit, Pamięć o Kresach w przestrzeni publicznej Gliwic, w: Pamięć Kresów – Kresy w pamięci, redakcja Bogusław Tracz, Gliwice 2019.
Krzysztof Szymański, Lwowska Galeria Sztuki
Bogusław Tracz, Fastood a’la PRL, w: tegoż, Ułamki miasta, Gliwice 2011.
Winne tradycje w kulturze polskiej, Greckie wina w młodopolskim Krakowie i Lwowie
Jurij Wynnyczuk, Knajpy Lwowa, Warszawa 2008.

od najnowszych    chronologicznie   najwyżej ocenione
mieszkanka Gliwic

Ciekawi mnie kto jest odpowiedzialny za to,że tak potoczyły się losy najekskluzywniejszej restauracji w Gliwicach. Domyślam się, że to zasługa tej najlepszej ekipy samorządowej w Polsce, miłościwie nam panującej przez prawie 27 lat. Magistrat dla pozbycia się problemu właścicielskiego sprzedał ówczesnym najemcom za małe pieniądze większość lokali na Zwycięstwa,w efekcie czego mamy prawie same banki na głównej ,reprezentacyjnej ulicy miasta. Trzeba im przyznać,że w perfekcyjnym zabijaniu miejsc klimatycznych w Gliwicach byli niedoścignionymi profesjonalistami .

mieszkaniec w słusznym wieku

Dodać chciałem, że na piętrze nad restauracją była kawiarnia.Bywalcy,spotykający się tam określali to miejsce – w Myśliwskiej ” na górce”. Żal !!!

Marta

Przeczytałaś to w ogóle, czy tak dla zasady ?

Kalasanta Domicella

Ci najemcy zarzekali się że będą inwestować w lokale jak staną się ich właścicielami.Miasto uwierzyło w zapewnienia najemców i lokale im sprzedało po preferencyjnych cenach.Wtedy dawni najemcy a teraz właściciele doszli do wniosku że najbardziej opłacalne będzie dla nich sprzedaż-wynajem lokali np;dla banków ale już po cenach rynkowych.I tyle w tym winy U.M.

mieszkaniec w słusznym wieku

Och,jakie to Miasto było naiwnie łatwowierne.A może należało przy sprzedaży wykazać się minimalną wyobraźnią I postawić wykupującym jakieś warunki,zapewniające odpowiednio ukierunkowane wykorzystywanie lokalu.Ale to już byłoby absolutnie niemożliwe biorąc pod uwagę wszechobecny gliwicki niedasizm.

Kalasanta Domicella

Miasto wywiązało się z zobowiązania wobec najemców.Natomiast późniejsi właściciele lokali nie dopełnili złożonych obietnic wobec miasta i zamiast unowocześnić swoje placówki szybko je zbyli z dużym zyskiem.Czemu krytykujesz U.M. a nie nabywców którzy oszukali miasto.Czy dziwisz się teraz że U.M.teraz w każdym przypadku żąda ”zabezpieczeń” przy każdej sprawie.

Szczepcio

Bardzo ciekawy artykuł.
Przykre jest to że kolejny wlaściciel zmitrężył i zniweczył, tak prężnie działający interes.
Nasuwa mi sie tutaj podobieństwo do Baru Sierakowickiego na Jana Pawła gdzie kiedyś były doslownie tłumy, a potem oddany bar pod opiekę chyba syna został doslownie przełajdaczony i dziś jest historią.

Imiu

piniadz miał być winkszy a wyszedł jak widzimy. Warto było czekać nawet na miejsce żeby było gdzie zjeść ten kupiony posiłek. Niestety i ławek w pobliżu zawsze brakowało tj. ma to miejsce dzisiaj…o koszach nie wspominając:-I Nie tylko Gliwice są w tym aspekcie mistrzami, prawie cała PL.

Wuj Tarabuk

Po latach dowiedziałem się, skąd wzięła się nazwa, choć w latach 80. to już elegancka knajpa nie była – biorąc pod uwagę grono bywalców-degustatorów bliżej jej było do Targowego czy Trynkowej. Dodam, że w moim (dość niewyszukanym) kręgu towarzyskim funkcjonowała nazwa Naftula. Zawsze myślałem, że chodzi o smak trunków, które były tam serwowane.

Fan

Kuchnia przednia i jedyne miejsce gdzie byl zywiec w butelkach ale drogo

Andrzej

Zaraz po zakończeniu II-wojny i w latach 50-tych i 60-tych XXw nie nazywano” Naftula” tylko” u Lostra”ze względu na nazwisko jej szefa Pana Lostra, którego imienia nie pamiętam i pochodził ze wschodu.Znany był jako filatelista z posiadający ogromny zbiór cennych znaczków pocztowych.
Znałem go osobiście ponieważ kolegowałem się z Jego synem Tadeuszem -znanym z pasji do starych listów i znaczków.
Jeżeli Pan redaktor jest zainteresowany historią “Naftuli”-czyli ” u Lostra “/”Myśliwska”/ proszę o kontakt mailowy.

Łukasz Łoziński

To bardzo interesujące, miałbym do Pana kilka pytań. Mógłby Pan do mnie napisać? Adres: lukasz.jan.lozinski@gmail.com

helcia

Pamiętam…….

gość

zanik eleganckich restauracji chyba się wziął z zaniku eleganckiego towarzystwa jak to za PRL, w latach 80-tych wyrzucali ze służby różnych “milicjantów” co niewiele się różnili od tych co byli do łapania, efekt był ten, że był napad takich luzaków na dom należący do jednych z restauratorów, w umysłach tych “milicjantów” restauratorzy byli obiektem zazdrości jako ludzie zamożni, w efekcie zabili córkę tych ludzi, ponoć ją wcześniej torturowali, żeby wydała, gdzie ma pieniądze, sprawców nie złapano, pewnie do dziś się dobrze mają, chociaż po sposobie w jaki “przesłuchiwali” ofiarę nie było trudno ustalić skąd się wzięli, taka prawda o Gliwicach… Czytaj więcej »

kanalia52

Obiad w Naftówie? Chyba dla samobójców.

Jaga92

Piwo ,piwo, woda…

Marta

Diament został

Gruntowy przymrozek

Czekam na pierwszy złośliwy komentarz o “napływowej hołocie”. W tym wypadku powinno być komentującemu łatwiej bo bohater był dodatkowo Żydem.

Hedwig

Po twoim komentarzu nie muszę już niczego dodawać. Obcy i tak dla miejscowych pozostaną obcy.

Laszlo_egesz

ile musi upłynąć pokoleń, żeby zrzucić to odium obcości?

Tak tylko

Co by nie napisać, to ich historia w Gliwicach to zaledwie 75 lat

MariannaA

Mylisz Ślązaków z Waszymi.

Autochton

Ślązacy to też nie Polacy… szczególnie Ci z dawnego Provinz Oberschlesien