Nowe płuca i nowe życie. Rozmawialiśmy z pacjentem po przeszczepie płuc


30-letni Damian Król z Czechowic – Dziedzic wygrał wyścig z czasem.

Życie uratowali mu lekarze ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.
– Zanim trafiłem na stół operacyjny, każdy oddech był wysiłkiem nie do wyobrażenia. Prosta czynność morderczą torturą. Czułem, jakbym umierał na raty – wspomina.

Od powrotu do domu dzielą go godziny. Kiedy już wróci, najchętniej robiłby wszystko na raz. Choć tak naprawdę ciągle jeszcze niewiele mu wolno. Jego organizm jest osłabiony, podatny na infekcje.


– Przez pierwszy rok musi szczególnie na siebie uważać, nie będzie mógł zbyt często wychodzić. Zwłaszcza w okresie jesienno – zimowym, gdy zaczyna się sezon zachorowań na grypę. O ile dla każdego z nas to zawsze sygnał alarmowy, to dla Damiana czerwona lampka zapali się wtedy z podwójną siłą – mówi dr Jacek Wojarski, odpowiedzialny za program przeszczepów płuc w Śląskim Centrum Chorób Serca.

Mukowiscydoza ma podłoże genetyczne.

We wszystkich narządach wydzielających śluz dochodzi do poważnych zaburzeń. W płucach gromadzi się coraz większa ilość wydzieliny. Z czasem płuca zatykają się, a chory zaczyna się dusić. Jedynym ratunkiem jest przeszczep. Ratowanie życia ma w tym wypadku inną cenę.

– Zdawałem sobie sprawę, że ktoś musi wpierw życie stracić, bym akurat ja mógł je zyskać. Czekałem na dawcę, ale jednocześnie to czekanie mnie przerażało.

Dostałem swoją szansę. A temu chłopakowi w duchu dziękowałem… Nadal mu dziękuję… Modlę się za niego – wzrusza się Damian.

Operacja trwała 10 godzin. Wymagała nadzwyczajnych środków ostrożności – wyłączono kilka sal, część personelu zajmowała się wyłącznie tylko jednym pacjentem. Po to, by maksymalnie zredukować ryzyko infekcji. W kolejce po nowe płuca i nowe życie czeka dwóch następnych chorych. W Śląskim Centrum Chorób Serca robi się jednak ciasno.

– To było ogromne wyzwanie, ale podołaliśmy. Przekonaliśmy chyba wszystkich, że budowa nowoczesnego ośrodka dla chorych czekających na transplantację płuc jest konieczna. Tylko w ten sposób możemy zwiększyć ich szansę na przeżycie – przekonuje dr Wojarski.

Koszt podobnych operacji wykonywanych w krajach Europy Zachodniej wynosi grubo ponad 100 tys. euro. W Polsce około 250 tys., tyle że złotych.
– Pokazaliśmy, że można odnieść sukces w skromnych warunkach – konkluduje prof. Marian Zembala, szef Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Marcin Król