Tak wyglądał początek stanu wojennego w Gliwicach. Pierwsze aresztowania jeszcze przed północą


Sroga zima, koksiaki (zwane też koksownikami) na ulicach, patrole żołnierzy i milicji, głuche telefony oraz internowania – to główne skojarzenia z początkiem stanu wojennego.

13 grudnia 1981 roku generał Wojciech Jaruzelski wygłosił swoje najsłynniejsze przemówienie.

Podwaliny pod tak potężną operację, jaką jest wprowadzenie stanu wojennego, zabrały kilka, a według niektórych źródeł, nawet kilkanaście miesięcy. Ostatnie dni przed niedzielą 13 grudnia wspomina Bogusław Tracz, historyk z katowickiego Instytutu Pamięci Narodowej.


– Trzeba wziąć pod uwagę kilka czynników. Wtedy Gliwice miały ponad 200 tys. mieszkańców, o wiele więcej niż obecnie.

Były również silnym ośrodkiem wojskowym. Stacjonowały tu wojska obrony przeciwlotniczej, piechota, wojska pancerne i Górnośląska Brygada Wojsk Ochrony Pogranicza. Przygotowania rozpoczęto już 11 grudnia, w piątek. Wszyscy oficerowie wojska zostali wezwani do swoich macierzystych jednostek – tłumaczy Tracz.

Wojsko zostało postawione na nogi, ale żołnierze nie wyszli z koszar. W sobotę przed godziną 16.00, do Komendy Wojewódzkiej MO w Katowicach wysłano telegram o kryptonimie “Synchronizacja”. Przypuszcza się, że kilkadziesiąt minut później dotarł on do Gliwic.

Wieczorem około godziny 21.00, rozpoczęła się druga część operacji.

Wyłączono telefony, a wojsko zajęło Pocztę Główną przy ul. Dolnych Wałów.

– Około godziny 23.00 zaczęto aresztowania najważniejszych działaczy struktur związkowych, opozycyjnych względem partii. W całym województwie zatrzymano kilkaset osób. W Gliwicach było to około 100 osób, może więcej – dodaje Bogusław Tracz.

W niedzielę, od 6.00 rano Polskie Radio rozpoczęło nadawanie przemówienia generała Jaruzelskiego.

Z pierwszymi dniami stanu wojennego w Gliwicach kojarzą nam się głównie wyłączone telefony oraz liczne patrole na ulicach miasta. Mało kto jednak pamięta, że ulicami Gliwic przejechały czołgi.

– Faktycznie, czołgi przejeżdżały przez miasto. Wiemy, że zaczęły strajkować kopalnie m.in. w Jastrzębiu oraz KWK Wujek w Katowicach, gdzie zginęło dziewięciu górników. Władza obawiała się, że może dojść do strajków solidarnościowych w innych kopalniach, więc 16 grudnia wieczorem urządzono demonstrację siły.

– Czołgi wyjechały z jednostki wojskowej przy dzisiejszej ulicy Andersa. Jechały przez plac Bohaterów Stalingradu, dalej koło Politechniki, aż pod Kopalnię Sośnica. To wzbudziło strach wśród gliwiczan. Te czołgi nie wszędzie potrafiły dobrze wchodzić w zakręty. Na rogu dzisiejszego placu Piłsudskiego, koło banku stały kwietniki, które zostały całkowicie zmiecione przez czołgi – wspomina Bogusław Tracz.

Michał Pac-Pomarnacki
archiwum 24gliwice 2011, fot. p. Damian