Adam Neumann: „Ostatnie 26 lat to niesłychanie dobrze wykonana praca dla miasta”

Fot. mat. A. Neumann

– Nie chcę by Gliwice były zarządzane przez populistów trwoniących to co zostało osiągnięte

– mówi w rozmowie z 24gliwice.pl Adam Neumann, były wiceprezydent Gliwic za rządów Zygmunta Frankiewicza i kandydat tego środowiska na prezydenta Gliwic w nadchodzących wyborach. W wywiadzie poruszone zostały kwestie m.in. autorskiego programu Neumanna, poparcia PO, afery hejterskiej, zieleni miejskiej, możliwych zmian na ul. Siemińskiego i wiele innych.

Wywiad ukazuje się w cyklu naszych rozmów z kandydatami na prezydenta Gliwic. Zachęcamy też do lektury wywiadu z kontrkandydatem Adama Neumanna Kajetanem Gornigiem (link).

Michał Szewczyk, 24gliwice.pl: – Dziękuję, że zgodził się Pan na wywiad, od 5 lat próbowałem zaprosić na rozmowę Zygmunta Frankiewicza, ale konsekwentnie odmawiał.

Adam Neumann, kandydat na prezydenta Miasta Gliwice: – Może redakcja „nadepnęła mu na odcisk”. Ostatnie 26 lat to niesłychanie dobrze wykonana praca dla miasta. Można doszukiwać się jakiś potknięć, ale to normalne i każdy je ma. Generalnie jestem przekonany, że Zygmuntowi Frankiewiczowi należy się pełny szacunek. Ale nie chcę mówić za dużo o przeszłości, ale o tym co ja mam do zaproponowania gliwiczanom.

– Zygmunt Frankiewicz nie organizował konferencji prasowych, unikał rozmów z lokalnymi dziennikarzami, nie konsultował się ze społecznikami. Pan mówi, że będzie „kontynuował jego dzieło”. Tak pół żartem, pół serio, w tym kontekście to trochę niepokojące.

– Użyłem tego sformułowania, ponieważ jest to swego rodzaju dzieło – wyprowadził Gliwice ze stosunkowo biednego miasta – jakim Gliwice były 26 lat temu – na jedno z najdynamiczniej rozwijających się miast w Polsce. Zamierzam to kontynuować, ale chcę też wzbogacić program o nowe elementy. I właśnie jednym z nich jest potrzeba konsultowania spraw miasta z mieszkańcami Gliwic. Marzy mi się wprowadzenie mechanizmu badania opinii publicznej. Często przecież pojawia się głos pewnej grupy, która jest jednak grupą mniejszościową. Ja to szanuję, ale zamierzam sprawdzać co sądzi też milcząca większość. Takie badania można przeprowadzać przez profesjonalne firmy i dobrze funkcjonuje to np. w Wielkiej Brytanii.

– Przed paroma tygodniami do Gliwic z udzieleniem Panu poparcia przyjechał Grzegorz Schetyna. Na konferencji pojawili się najważniejsi politycy, ale Pana nie było. Dlaczego?

– Ta nieobecność to podkreślenie mojej bezpartyjności i niezależności. Zygmunt Frankiewicz zaprosił do Gliwic Grzegorza Schetynę żeby przypomnieć o pakcie senackim (wedle którego wszystkie znaczące partie opozycyjne miały nie wystawiać kontrkandydatów). Ponieważ uważamy, że umów trzeba dotrzymywać, zapytaliśmy Schetynę o opinię, a ten potwierdził to stanowisko. Platforma po prostu dotrzymała umowy.

– Mówi Pan o swojej bezpartyjności, a jednocześnie ze wsparciem dla Pana przyjeżdża do Gliwic lider drugiej największej partii w Polsce. Trochę brakuje tu konsekwencji.

– Podziękowałem oczywiście Schetynie za to poparcie, ale on po prostu dotrzymał danej wcześniej umowy.

– Ale nie wszyscy w gliwickiej PO poparli Pana kandydaturę.

– Spotkałem się z kołem gliwickim PO, dyskusja trwała dwie godziny. Atmosfera była bardzo dobra. Na koniec spotkania, na wniosek Katarzyny Kuczyńskiej-Budki doszło do głosowania nad moją kandydaturą. Około 25 głosów było za, 4 osoby się wstrzymały, nikt nie był przeciw. Dla mnie to jednoznaczny wyraz poparcia. Oprócz PO popierają mnie także inne partie, których również nie jestem członkiem.

– Dlaczego Katarzyna Kuczyńska-Budka Pana nie poparła? Wydała nawet w tej sprawie specjalne oświadczenie.

– Ona chce być wiceprezydentem. Składała mi taką propozycję wraz ze swoim mężem. Nawet zaproponowali pisemne porozumienie z Zygmuntem Frankiewiczem i ze mną. Oferowali opłaconą przez nich pomoc w kampanii.

– Jaka była Pana reakcja?

– Niezmienna, bo ja takich propozycji mam wiele. Na ten moment koncentruję się na programie dla gliwiczan, spotykam ze wszystkimi, którzy tego oczekują, staram się wypracować merytoryczny obraz osób, z którymi rozmawiam. Dopiero po ewentualnych wygranych wyborach będę podejmował decyzje personalne.

– Czyli nie odrzucił Pan tej propozycji?

– Nie skreśliłem nikogo, ale też nikomu nic nie obiecałem. I nie zrobię tego.

– „To nie będą trudne wybory do wygrania” mówił prezydent Frankiewicz na konferencji przedstawiającej Pana kandydaturę. Zgadza się Pan z tą opinią?

– Zygmunt Frankiewicz liczył na to, że w tych wyborach dojdzie do swego rodzaju plebiscytu: kandydat PiSu przeciwko kandydatowi Frankiewicza. I wówczas uznał tę wybory za łatwe do wygrania. Sytuacja się zmieniła, kandydatów będzie więcej. PiS stara się sprawiać wrażenie, że nie wystawia w Gliwicach kandydata. A przecież Janusz Moszyński jest kandydatem PiSu i o tym wszyscy wiedzą. Kajetan Gornig też jest wspierany przez PiS. Ja robię swoje i koncentruję się na spotkaniach z gliwiczanami.

– Trwającą kampanię wyborczą rozgrzała ostatnio afera hejterska. Przedstawiono dowody, że redaktor serwisu Dzisiaj w Gliwicach, używając fałszywego konta miał obrażać wszystkich kandydatów, oprócz Adama Neumanna.

– Nie znam się na Facebooku. Nowiny Gliwickie, które poczuły się obrażone rzekomym trollem, obraziły wcześniej mnie. Pani redaktor napisała np. w trybie oznajmiającym, że poparcie Zygmunta Frankiewicza nie wystarczy by Neumann wygrał wybory. To ja jak mam to traktować? To jest oznajmianie czytelnikom wyniku wyborów.

– Panie Prezydencie, ale mówimy o osobie, która od 2013 roku otrzymała z wolnej ręki od magistratu 412 tysięcy złotych. Nie dziwi więc, że niektórzy sugerują jakoby była to próba „odwdzięczenia się”.

– Potępiam wszystkie działania niezgodne z prawem. Zapewniam, że nigdy niczego nie zlecałem w tym zakresie. Wszystkie moje działania są transparentne i zgodne z kodeksem wyborczym. Ja nie znam się na tym, więc nie będę prowadził dyskusji na ten temat. Jeżeli ktoś ma takie podejrzenia i dowody, to powinien zgłosić sprawę do prokuratury.

– Jak Pan przyjął słowa Janusza Moszyńskiego, że „w Gliwicach nie ma gospodarza”?

– Myślę, że gliwiczanie mu nie wierzą. Janusz Moszyński mówi, że do 2006 roku Gliwice się rozwijały, a teraz nie. To jest oczywista nieprawda, a mnie dotyka to osobiście bo przez 13 lat rzetelnie pracowałem pełniąc funkcję zastępcy prezydenta. Przeprowadziliśmy ogromną liczbę inwestycji. Dlatego za te słowa jestem na niego wyjątkowy zły, bo to oczywista nieprawda.

– Co zatem zaproponuje Gliwicom gospodarz Adam Neumann?

– Przede wszystkim chcę intensywnie kontynuować program, który razem realizowaliśmy z Zygmuntem Frankiewiczem. W całości jest dostępny na mojej stronie internetowej. Chcę wyłączyć z ruchu samochodowego starówkę. Trzeba jednak to zrobić odpowiedzialnie – najpierw wykonać studium wykonalności parkingów wielopoziomowych na obrzeżach starówki (być może także podziemnych). Zamierzam od tego zacząć w pierwszej kolejności. Już rozmawiałem z ekspertami i wiem, że jest to możliwe.

– Ale ten pomysł pojawił się już w kampanii wyborczej Zygmunta Frankiewicza w 2014 roku. Niedługo po tamtych wyborach okazało się, że jednak nie jest możliwa jego realizacja.

– Proponuję by gliwiczanie dali mi szansę. Ja jestem naprawdę zdeterminowany by to zrobić. Wiele miast już takie rozwiązania wprowadziło. Lubię podpatrywać dobre pomysły, nie jestem alfą i omegą, dobre przykłady trzeba kopiować, ale najpierw odpowiedzialnie sprawdzając czy są możliwe do wprowadzenia także u nas.

– Dlaczego wdrożenie tego pomysłu nie było forsowane wcześniej, tylko pojawia się dopiero teraz, w kampanii wyborczej?

– Ja to robiłem. Wiele godzin rozmawiałem o tym z wiceprezydentem Piotrem Wieczorkiem. Na pewno chcę nadać tym działaniom większą dynamikę niż dotychczas.

– Był Pan ostatnio na ul. Siemińskiego?

– Rzadko tam bywam, ale przyznam, że ta ulica w obecnej formie mnie denerwuje.

– Dlaczego?

– Jestem inżynierem. Uważam, że na wersalce, ani człowiek dobrze się nie wyśpi, ani nie posiedzi. Rzeczy powinny być użytkowane zgodnie z przeznaczeniem, wtedy są wygodne i się sprawdzają.

– Czyli jest Pan przeciwnikiem idei woonerfów?

– Zrobiłbym taki woonerf na pl. Inwalidów, a nie na ul. Siemińskiego, która jest poza ścisłą starówką. Trochę zostaliśmy przymuszeni przez architektów, działaczy miejskich do tego pomysłu. Mam do tego stosunek negatywny.

– Jeśli zostanie Pan prezydentem na ul. Siemińskiego wrócą samochody, jak dwa lata temu?

– Tego nie wiem. Możliwe, że w tym wypadku dobrym rozwiązaniem będą wspomniane badania opinii publicznej. Na wiele rzeczy nie mam szczegółowych pomysłów, bo na wszystkim się nie znam. Mam dużą wiedzę np. na temat zarządzania nieruchomościami, gospodarki mieszkaniowej, geodezji, planowania przestrzennego i ochrony środowiska. W wielu tematach chcę słuchać opinii fachowców.

Fot. mat. A. Neumann

– Dlaczego ZDM ma takie problemy, żeby wprowadzić na Siemińskiego czytelne zasady i przede wszystkim zapewnić bezpieczeństwo?

– Jestem przekonany, że nie może być niebezpiecznie.

– A jest.

– Absolutnie trzeba coś z tym zrobić.

– W kampanii wróciła do debaty kwestia lip z ul. Mickiewicza. Moszyński i Gornig zapowiedzieli, że drzewa pozostawią w spokoju. Pan także da mieszkańcom taką gwarancję?

– O ile wiem, Mariusz Śpiewok (do niedawna zastępca prezydenta miasta) wstrzymał niedawno decyzję o wycince. Ale ja nie odpowiem jednoznacznie. Temat powinien być ponownie zbadany. Lipy są ważne, ale bezpieczeństwo też jest ważne. Drzewa nie mogą rosnąć w skrajni drogi, a tam tak jest.

– Ale przykładów takich drzew w skrajni jest w mieście mnóstwo, ZDM-owi przeszkadzają jednak te konkretne przy ul. Mickiewicza.

– Nie mam gotowej recepty. Jeżeli zostanę prezydentem na pewno temat od początku do końca sam zbadam, żeby posiąść na ten temat dokładną wiedzę. Nie zarządzałem ZDM podczas mojej pracy w urzędzie, co oczywiście nie znaczy że nie biorę odpowiedzialności za działanie tej jednostki. Tematy wrażliwe – jak właśnie lipy z Mickiewicza – lubię mieć osobiście zbadane. Na razie tak nie jest, mam tu niedosyt wiedzy i na pewno do tego wrócę.

– Jest Pan licencjonowanym zarządcą nieruchomości. Jak to się stało, że miasto doprowadziło do tak fatalnego stanu kamienice przy ul. Kościuszki 44 i 46? Gdyby nie reakcja społeczników, jeden z budynków mógłby trafić do rozbiórki.

– Osobiście podjąłem decyzję, żeby po latach zarządzania przez szpital (który ma problemy finansowe) budynki wróciły do miasta. Trafiły do nas rzeczywiście w stanie opłakanym, ale w planie przestrzennym jest wyraźny zapis, że nie można ich wyburzyć, miałem zapewnienie w Wydziale Architektury, że nie będzie zgody na rozbiórkę.

– To nie są zwykłe kamienice, a szpital od pewnego czasu jest miejską spółką. Widzieliśmy się ostatnio podczas inicjatywy Gliwice dla Schabika. Te kamienice powstały za jego czasów, a sam Schabik mieszkał pod numerem 42.

– Proszę zauważyć, że miasto sprzedało w ostatnim czasie wiele nieruchomości prywatnym przedsiębiorcom. Znalazły one nowe życie (np. kamienice przy ul. Plebańskiej, na Stalmacha 4, budynek Starego Hufca czy dom kultury w Żernikach).

– Ale wróćmy do Kościuszki. Kto odpowiada za te zaniedbania?

– Odpowiada szpital. Naszym marzeniem jest by wszystko w Gliwicach było super. Ale zdarzają się takie przypadki jak ten. Szpital zaniedbał te nieruchomości. Ale nie obwiniam tej placówki.

– To kto jest winny?

– Nominalnie szpital, który był dzierżawcą, ale mam świadomość o niedobrze środków finansowych na leczenie pacjentów, który uniemożliwia placówce skuteczne działanie.

– Janusz Moszyński zapowiedział niedawno wprowadzenie bonifikaty z tytułu przekształcenia użytkowania wieczystego. Wcześniej miasto nie chciało tego zrobić. Jak Pan ocenia jego decyzję?

– Przede wszystkim Janusz Moszyński nie ma tytułu, żeby takie propozycje składać. Jego zadaniem jest administrowanie miastem przez niespełna trzymiesięczny okres.

– Ale prawo mu tego nie zabrania.

– Ale zabraniają mu tego moralność i dobry obyczaj. Mówię to bardzo wyraźnie: nie wygrał jeszcze wyborów, nie ma mandatu społecznego i nie ma prawa zaciągać takich zobowiązań. To jest danie bonifikaty pewnej grupie ludności, a cała reszta musi za to zapłacić. Nie ma prawa tego robić bo to jest nieuczciwe – i przy najbliższej okazji powiem mu to prosto w oczy.

– Niemniej dołączylibyśmy do dużej grupy miast, w tym największych w Polsce, które taką bonifikatę wprowadziły.

– Użytkowanie wieczyste jest niesłychanie trudnym tematem. Wykonaliśmy w urzędzie w tym względzie gigantyczną pracę. Teraz poszłaby ona na marne. Dalibyśmy bonifikaty pewnej grupie ludności, kosztem reszty, która jest w zdecydowanej większości. Nie zgadzam się na takie działania. Bonifikaty to zły pomysł.

– W kampanii wypłynął też problem podwyżek za wywóz śmieci. Pana kontrkandydaci chcą zerwać z monopolem Remondisu.

– Jestem przeciwnikiem monopoli, ale w panujących w Polsce warunkach, to co robiliśmy dotychczas, pozwalało na gospodarowanie odpadami tak, aby nie było bałaganu. Dla przykładu Ruda Śląska realizując proponowany przez Moszyńskiego i Gorniga pomysł podziału miasta na obszary zupełnie się wysypała. Ostatecznie poprosili gliwicki Remondis o pomoc, po to żeby posprzątać miasto. My działamy odpowiedzialnie. A pomysły z podziałem miasta na strefy są złe i populistyczne.

– Od 2015 roku ZDM zorganizował 22 przetargi, w których wystartował gliwicki PRUiM. Wygrał z nich 17. To nie budzi Pana podejrzeń?

– Wszystko jest w porządku. Każdy ma prawo wystartować w przetargu, Największą zaletą tego rozwiązania jest to, że zdecydowana większość umów jest dobrze realizowana i w terminie. To dobra i sprawdzona spółka komunalna.

– Spotykam się ze opiniami, że postępowania w mieście wygrywają „znajomi królika”.

– Przekształciliśmy wydział urzędu miasta w firmę, która świetnie sobie daje radę na rynku usług budowlanych. Do tych przetargów przystępuje więcej firm, a PRUiM jest najtańszy i dobry. Proszę zauważyć, że nie było znaczących opóźnień. Jeżeli ktoś ma podejrzenie, że coś jest nie tak, niech sformułuje te zarzuty. Ja zamierzam być transparentny i niczego się nie bać. Świat jest tak skomplikowany, a prawodawstwo tak zagmatwane i niejasne, że mieszkańca Gliwic średnio interesują prawne zawiłości, ale chce mieć dobrą drogą i porządek w mieście. To wszystko ma mu zapewnić prezydent.

– Przeglądałem Pana social media – często udostępniał Pan wpisy Janusza Korwin-Mikke i partii KORWiN. To w jakiś sposób definiuje Pana poglądy polityczne?

– Byłem kiedyś członkiem Unii Polityki Realnej. Mam poglądy gospodarcze absolutnie wolnorynkowe. Ale obecnie mam żal do Janusza Korwin-Mikke za sojusz z socjalistycznymi narodowcami. A przykładem jest wystawienie w wyborach w Gliwicach kandydata Konfederacji, który był członkiem Porozumienia Centrum i startował z list PiS – czyli dla mnie socjalisty. Znam posłów Bosaka i Sośnierza i powiem im co o tym myślę. Kompletnie mi to nie pasuje.

– W kwestiach obyczajowych też Korwin-Mikke jest Panu bliski?

– Jestem konserwatystą. W każdą niedzielę chodzę do Kościoła, nie wstydzę się tego, ale też się z tym nie obnoszę. Obyczaje nie powinny być tematem rozmów publicznych ani tym bardziej ustaw. Ustawodawstwo powinno być proste i zostawiać sferę prywatności w spokoju. Nie może być tak, że państwo administracyjnie steruje całym życiem. Często żartuję, że Jarosław Kaczyński rano, jak wstanie z łóżka, zanim dojdzie do toalety, to przekroczy ze trzy przepisy. Państwo polskie jest przeregulowane i potem my w samorządach zmagamy się z absurdalnymi przepisami.

– Dlaczego 5 stycznia gliwiczanie powinni na Pana zagłosować?

– Bo jestem odpowiedzialny i doświadczony. Mam dzieci, które studiowały za granicą i znalazły w Europie zachodniej pracę w swoich zawodach – mimo to wróciły do Gliwic, tu mieszkają, mają rodziny i dzieci-moje wnuki. Nie chciałbym, żeby mieszkały w Gliwicach zarządzanych przez populistów, trwoniących to, co zostało w mieście osiągnięte wytężoną pracą i przemyślanym rozwojem.