Czy sklepom Auchan, Leroy Merlin i Decathlon grozi bojkot? Ich właściciele wciąż handlują w Rosji

„Ruskie ruble ważniejsze niż wojna”. Taki napis pojawił się na ścianie hipermarketu Auchan na osiedlu Waryńskiego w Gliwicach. Szybko go zamalowano. Faktów jednak łatwo usunąć się nie da.

 
A fakty są takie: trzy znane sieci, pod których szyldem funkcjonują również placówki w naszym mieście, wciąż handlują w Rosji, nie brzydząc się pieniędzmi agresora. Internauci nawołują do bojkotu. Warto wiedzieć, które z tych sieci działają w Gliwicach.

W naszym mieście mamy trzy takie duże marki. To właśnie Leroy Merlin (przy ul. Rybnickiej i alei Jana Nowaka Jeziorańskiego), dalej – Auchan (Rybnicka, Szafirowa) oraz Decathlon (al. Jeziorańskiego). Wszystkie francuskie.


Wiele światowych sieci wycofało się z terenu Rosji na znak sprzeciwu wobec wojny i działań Putina (część zrobiła to po wyraźnym nacisku klientów z Zachodu). Wymienione zostały.

Decyzja niezrozumiała, gdy na Ukrainę spadają bomby, giną niewinni obywatele, w tym dzieci, ludzie uciekają z własnego kraju. Decyzja dziwna także z powodu wizerunkowego – wydaje się, że trudno będzie sieciom zmyć ze swojej marki tak dużą plamę.

A nie da się ukryć – wizerunki już ucierpiały, i to bardzo. Z gigantami walczą teraz internauci, zamieszczając memy naśladujące banery reklamowe.

 
I tak na przykład przy sportowej marce Decathlon pojawiło się zdjęcie ukraińskiego żołnierza, niosącego na rękach dziecko, plus hasło „damy ci powód do ruchu”. Z kolei przy logo Leroy Merlin wykorzystano akcję tej sieci – „dni bohatera domu”. Zamieszczono zdjęcie Władimira Putina, plus zawołanie: „startujemy 24 lutego” (tego dnia Rosjanie wkroczyli do Ukrainy). Logo ocieka krwią.

Farba, jaką ktoś wykonał napis na ścianie Auchan w Gliwicach, miała kolor czerwony. Jak krew Ukraińców, zabijanych przez Rosjan. Wymowne.

Tymczasem sieci bojkotem zdają się, póki co, nie przejmować. Ba, jak podały polskie i zagraniczne media, Leroy Merlin zapowiedział nawet, że nie tylko będzie działał tak, jak dotychczas, ale… zwiększy dostawy i rozszerzy asortyment. Gigant chce najwyraźniej wypełnić lukę, jaka powstała na rosyjskim rynku po wycofaniu się innych firm.

Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek

Czyli: pomagamy Ukraińcom, a z Rosjanami handlujemy. Niektóre sieci zdają się szukać sposobów, by zadowolić wszystkich – i ofiary, i agresorów.

Leroy Merlin Polska oraz Auchan Retail Polska próbują ratować wizerunki. Firmy zwróciły się do klientów, tłumacząc sytuację. W zamieszczonym na Facebooku oświadczeniu sieci Leroy Merlin czytamy, że koncentruje się ona na pomocy ofiarom wojny, wspierając pracowników w Ukrainie oraz uchodźców. Pracownicy giganta goszczą też Ukraińców w swoich domach, zaś firma wspiera jednych i drugich finansowo.

„Funkcjonujemy tu, w Polsce, i nie mamy wpływu na działalność przedsiębiorstw w innych krajach”, czytamy.

Z kolei Auchan, jak twierdzi – w duchu solidarności z Ukrainą, kontynuuje działania pomocowe. I podobnie jak Leroy Merlin wylicza, w jakim sposób wspiera uchodźców oraz swoich pracowników pochodzenia ukraińskiego.

Na profilu firmy Decathlon Polska odniesienia do sprawy brak. Ostatni post pochodzi z 24 lutego (!) i nawiązuje do tłustego czwartku. Na profilu sieci w Gliwicach też cisza. Ostatnie posty dotyczą obchodzonych w marcu dni kobiet i mężczyzn. Zła najwyraźniej nie ma, są tylko dni miłe…

Francuskie marki zapomniały najwyraźniej o jednym: jeśli bojkot się nasili i klienci bogatego Zachodu przestaną robić w ich sklepach zakupy, sieci stracą dużo więcej, niż straciłyby, wycofując się z Rosji.

Pecunia non olet

– Buduję dom i właśnie miałem kupić coś w Leroy Merlin. Nie kupię, poszukam w innym markecie budowlanym lub zamówię przez internet – mówi jeden z naszych czytelników.

Zwraca uwagę na potrzebę bojkotu firm działających w Gliwicach, tych, które nie wycofały się z Rosji.

– Tyle możemy przecież zrobić – dodaje gliwiczanin.

To jest też czas dla gliwickich społeczników. Ci, którzy spacerują po mieście z ukraińskimi flagami, mogą stanąć pod sklepami. Wystarczy robić to, co czynią aktywiści na granicy Polski z Białorusią: uświadamiać. Podchodzić do klientów lub wkładać im za wycieraczki samochodów ulotki z informacją, że firmy, którym właśnie dają zarobić, nie zerwały kontaktów handlowych z putinowską Rosją.

Łacińska sentencja głosi, że pieniądze nie śmierdzą. Nie zgadzam się. Są pieniądze, które nie tylko śmierdzą – zostały jeszcze utytłane w krwi. W tym przypadku obywateli Ukrainy.

Dołączam więc do bojkotu. Nikogo do niczego nie namawiam. Informuję tylko, co robię ja i co zrobić może każdy, by wpłynąć na decyzję znanych sieci handlowych. Myślę, że tego chciałyby od nas ofiary wojny.

Zaczyna się sezon rowerowy, miałam zamiar kupić strój w Decathlonie. Rezygnuję – są jeszcze inne firmy z odzieżą sportową i to w nich zostawię swoje pieniądze. I nie interesuje mnie teraz, że w Decathlonie jest dobra jakość w atrakcyjnej cenie. To nieważne, gdy giną ludzie. A jeśli Decathlon zmieni kurs, znów będzie miał we mnie klienta.

Marysia Sławańska