Lokale zamknięte, a koncesję płacić trzeba. Czy Gliwice dołączą do miast, które zrezygnowały z tej opłaty?

Gliwiccy restauratorzy, mimo że od dłuższego czasu nie zarabiają na sprzedaży alkoholu ani złotówki, muszą płacić za koncesję. Skarżą się więc, że miasto nie wspiera ich, gdy rząd nakłada obostrzenia. Jest jednak szansa, że pomoc otrzymają. Wszystko rozstrzygnie się na najbliższej sesji rady miasta.

 
Skutki długotrwałych obostrzeń nie ominęły właścicieli lokali gastronomicznych z Gliwic, niemogących teraz prowadzić swojej działalności gospodarczej w wymiarze, w jakim robili to przed wybuchem pandemii. Skargi na miasto, które nie wspiera tak, jak robią to inne samorządy aglomeracji śląskiej, słychać od dawna. Sami przedsiębiorcy, bojąc się zapewne ewentualnych kłopotów, pod nazwiskiem nie narzekają. Ale nastroje są złe.

Tymczasem dużą pomocą byłoby już samo zwolnienie z opłaty za koncesję na alkohol, na co zdecydowano się chociażby w Katowicach czy Chorzowie.


Takie zwolnienie wydaje się być logiczne, biorąc pod uwagę fakt, że obecnie żaden bar, pub czy restauracja trunków nie sprzedają. Nikt przecież nie zamawia piwa, wina, whiskey na wynos.

 
Za restauratorami wstawili się radni. Łukasz Chmielewski, Tomasz Tylutko oraz Adam Michczyński (wszyscy z PiS) zapytali prezydenta Gliwic o możliwość zwolnienia w tym roku przedsiębiorców z opłat za koncesję na sprzedaż alkoholu.

Otrzymali odpowiedź z wydział usług komunalnych. Wiadomość jest i dobra, i zła. Dobra: na wniosek prezydenta przygotowano w sprawie projekt uchwały, a rada miasta pochyli się nad nim już podczas najbliższej sesji, 18 lutego. Jaka jest ta zła?

– Niestety, projekt zakłada zwolnienie tylko z pierwszej raty (obejmującej okres od stycznia do kwietnia – red.) z trzech, które należy wpłacić w ciągu roku. W Chorzowie czy Katowicach zdecydowano się na zwolnienie ze wszystkich – mówi radny Chmielewski.

I dodaje: – Moim zdaniem, skoro istnieje taka możliwość, należy ją wykorzystać. O wiele bardziej poprawiłoby to płynność finansową właścicieli lokali. A należy nadmienić, że nie rozmawiamy tu o jakichś specjalnie dużych sumach, skoro jedna rata wynosi 175 800,00 zł. Dla Gliwic to kwota do udźwignięcia, a dla pogrążonych przez epidemię przedsiębiorców możliwość jej niepłacenia byłaby ogromną pomocą.

Na razie dobre i to. Już zwolnienie z pierwszej raty będzie dla restauratorów ulgą. A kto wie – jeśli rząd nie zluzuje obostrzeń na wiosnę, może miasto odpuści także pozostałe spłaty.

(sława)