Miasto zapowiada cięcie środków na zieleń, place zabaw, remonty chodników. Winą obarcza rząd PIS

Władze Gliwic zapowiedziały ograniczenie środków na inwestycje w tereny zielone, place zabaw, remonty chodników i „modernizacje niektórych obiektów”. Powodem mają być kosztowne – zdaniem magistratu – decyzje rządu Prawa i Sprawiedliwości, które pozbawią Gliwice rocznie 40 mln złotych z tytułu podatku PIT.

O swoich zamiarach magistrat poinformował w ubiegłym tygodniu na oficjalnej stronie miasta. Wcześniej podobny komunikat opublikował Związek Miast Polskich (ZMP), którego prezesem jest Zygmunt Frankiewicz. Zdaniem ZMP wprowadzane przez rząd zmiany w systemie podatku dochodowego od osób fizycznych zmniejszą dochody samorządów o prawie 7,2 mld zł rocznie. W Gliwicach tę kwotę oszacowano na 40 mln złotych. Jej składową mają stanowić straty z m.in. wprowadzenia zerowej stawki podatkowej dla osób poniżej 26 roku życia, obniżenie PIT z 18% na 17% (planowane na październik) czy podwyżki dla nauczycieli.

– Rząd systematycznie przerzuca na samorządy nowe zadania, na realizację których przekazuje niewystarczające środki lub nie daje ich wcale – argumentują urzędnicy.


Oprócz wspomnianych cięć na inwestycje w zagospodarowanie przestrzeni miejskiej, magistrat zapowiedział też „konieczność ograniczania środków na przedsięwzięcia, które są wybierane przez mieszkańców w ramach Gliwickiej Inicjatywy Lokalnej i Gliwickiego Budżetu Obywatelskiego”. Jak czytamy w informacji prasowej, „realizacja największych miejskich inwestycji nie będzie zagrożona”.

ILE PIENIĘDZY STRACĄ GLIWICE?

Hipotezy Związku Miast Polskich pod lupę wziął Portal Samorządowy, branżowy serwis nierzadko cytowany także przez prezydentów Gliwic. Dziennikarze przeanalizowali budżety 20 polskich miast i jak wskazują „w najgorszym przypadku samorządy stracą niespełna 5% dotychczasowego budżetu, który jest znacznie większy niż jeszcze w 2014 roku”. My przyjrzeliśmy się sytuacji Gliwic.

W 2018 roku z tytułu PIT miasto wzbogaciło się o 311 mln złotych (znacznie więcej niż przewidywano w budżecie – 293 mln złotych). W tym roku wpływu z podatku dochodowego od osób fizycznych oszacowano na 331 mln złotych. Ważny jest jednak przyrost tej sumy na przestrzeni ostatnich lat. W 2014 roku PIT przynosił miastu 220 mln złotych, dwa lata później 260 mln złotych.

Na przestrzeni pięciu lat Gliwice zwiększyły więc stan posiadania z tytułu PIT o ponad 100 mln złotych.

Ważne jest też znaczenie PIT w całej strukturze miejskich dochodów. W ubiegłym roku planowane dochody miasta oszacowano na 1 mld 177 mln złotych. W tej sumie dochody z PIT oszacowano na 293 mln złotych, czyli ok. 25% całości dochodów. Jak wynika z analizy Portalu Samorządowego to dużo, bo wśród innych miast na prawach powiatu znajdujących się w czołówce przychodów na jednego mieszkańca, większy odsetek udziału PIT w całości dochodów ma jedynie Gdynia i Sopot.

Czy zmiany forsowane przez rząd uderzą więc w Gliwice równie mocno jak straszy magistrat? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Miasto szacuje straty na ponad 40 mln złotych. W stosunku do całości dochodów Gliwic to jedynie ok. 3,5%. Urzędnicy zapominają też, że obniżenie podatku z 18% do 17% to mniej kasy w miejskiej sakiewce, ale więcej w portfelu gliwickiego Kowalskiego. Kwestią dyskusyjną jest też znaczenie działań rządu dla wzrostu gospodarczego, który pociągnął wzrost płac, a te zawyżyły sumy otrzymywane z PIT i doprowadziły do wskazanego wyżej wzrostu dochodów miasta.

W GLIWICACH PODWYŻKI TRWAJĄ OD POCZĄTKU ROKU

Władze Gliwic zapowiadają przyciśnięcie pasa od przyszłego roku, ale serię działań poprowadzonych w tym duchu można zauważyć już od kilku miesięcy. Tylko w tym roku wzrosły ceny na gliwickich pływalniach (o kilkadziesiąt procent w górę), podwyższono opłaty za wywóz śmieci (średnio o 20%), a już zapowiedziano kolejną podwyżkę na początku 2020 roku. Jesienią w górę pójdą też opłaty za czynsz w lokalach komunalnych, więcej (choć w tym wypadku nieznacznie) zapłacimy za wodę. Magistrat zablokował też wprowadzenie wzorem innych dużych miast bonifikat z tytułu przekształceń użytkowania wieczystego. Agresywną cenowo politykę prowadziły w tym roku też miejskie spółki, a przykładem jest Piast Gliwice, który za karnety kazał kibicom płacić niemal najwięcej w Polsce (za Legią Warszawa i Wisłą Kraków).

Wzrost cen nie przeszkadzał natomiast w sporych wydatkach związanych z działalnością Hali Gliwice. 8,5 mln złotych za „świadczenie usług promocyjnych na rzecz miasta Gliwice” robi wrażenie. Nadal aktualna jest też budowa pola golfowego w okolicach ul. Kujawskiej (oferty w pierwszym, nieudanym przetargu oscylowały między 2 a 15 milionami złotych), powoli dobiega też końca modernizacja lotniska, które za kilka miesięcy będzie mogło przyjmować powietrzne taksówki. Cała inwestycja ma kosztować 27 mln złotych.

Sposobów na szukanie oszczędności w miejskiej kasie jest więc wiele. Wybrano wariant bezpośrednio dotykający mieszkańców. Jeśli to kwestia priorytetów to wiemy, że nie są nimi inwestycje w zieleń, miejską infrastrukturę i angażowanie mieszkańców w życie miasta. Możliwe też, że do Gliwic znowu wdarła się „wielka polityka”, a straszenie cięciami to akcja obliczona na uderzenie w PiS. W końcu Zygmunt Frankiewicz jednoznacznie zaangażował się w polityczny spór po stronie Koalicji Obywatelskiej. Niestety cenę tych ambicji możemy odczuć na własnej skórze.

Michał Szewczyk