REKLAMA

Z Piotrem Chlipalskim/ Dyrekcją rozmawia Małgorzata Lichecka/ Redaktora.

Wiedziałam, że pranie jest czynnością inspirującą, artystyczną wręcz. Pokazała to na finał ulicznego festiwalu grupa Le G. Bistaki.

Zgaduję, że nie bez znaczenia dla damskiej części publiczności był fakt, że praniem na scenie operowało czterech przystojnych Francuzów? (śmiech)

Fot. Michał Buksa

Może trochę, ale wciąż animacja prześcieradeł, filiżanek i … bielizny męskiej wyborna. Codzienne przedmioty, intymne, bo najbliżej ciała, są na scenie adorowane, proza staje się poezją gestu i dźwięku.

Jest coś magicznego w obserwowaniu trzystu osób, patrzących w skupieniu, jak czterech facetów bawi się praniem. I w tym, że można robić teatr formy pełen humoru, tak cudnie tę uwagę przenosząc, przez ponad godzinę. I jasne, w pewnym sensie zastawiliśmy pułapkę na Państwa, organizując to we wnętrzu (bo może nie wypadało tej uwagi przenieść, bo zawsze przecież jakoś tak trudniej wyjść z teatru), ale obserwując finał każdego wieczoru – zdaje się, że nie był to czas stracony. No i te obrazki pod powiekami!

Fot. Michał Buksa

Ostatni spektakl uliczny uświadomił mi Dyrekcjo, że tegoroczna edycja była bardzo blisko człowieka. To mnie właśnie w teatrze ulicznym najbardziej ujmuje. Nie ma granic, aktorzy są publicznością i odwrotnie.

I tu się nam nawet, zupełnie nieświadomie, zrobiła piękna klamerka –Panorama Kinotheatre praktycznie zagrała Państwem swoje spektakle, odwracając tę relację kompletnie, a epilog „Tancarville” to kolejny powidok uśmiechniętych Państwa, składających dziesiątki prześcieradeł za tych czterech spryciarzy. Taka francuska sztuczka na koniec – lata temu Tango Sumo radośnie pokierowało publicznością składającą trybunę, na której siedziała przez cały spektakl, wprost do przyczepy teatru. Ale też, myślę, cudnie symboliczny koniec tegorocznej edycji – razem do końca.

Muszę Cię też Dyrekcjo pomęczyć o Imaginariusa. Ten spektakl improwizowany na żywo budzi fascynację i jednocześnie pewną obawę: no bo przecież trzeba rzucić się w nieznane i wejść do tajemniczej przyczepy oraz oddać się w ręce gości (Muzikantów), którzy potrafią nieźle namieszać. Skąd się ten Imaginarius wziął i jak zamierzasz go rozwijać?

Fot. Michał Buksa

Och, znów klamra? Najkrócej, jak potrafię – chyba z trzech stron. Z jednej – mamy jurtę i nasze kino, które jest cudne, ale konstrukcję trzeba za każdym razem stawiać i kablować, a do tego waży tonę. Z drugiej – większości spektakli towarzyszy przynależna im linearność: skądś idziemy, gdzieś musimy dojść i niewiele możemy w trakcie zmienić, poza krótkimi improwizowanymi wstawkami i reakcjami na to, co przynosi publiczność. Wreszcie z trzeciej – przez ostatnie kilka premier obudowaliśmy się formą, więc spróbowaliśmy i to odwrócić. Mamy zatem budę, która jest błyskawicznie gotowa do grania, na własnych kółkach, ze światłami, efektami, ławeczkami, a do tego deszczo-odporna; mamy sposób prezentacji, który z każdym okrążeniem może być inny, do którego swobodnie możemy dokładać lub odejmować historie; mamy wreszcie kameralną formę – intymną, filigranową, a jednak bardzo mocno na Państwa oddziałującą, a nadto – ja głównie gadam i czaruję, a koledzy pięknie grają – każdy w swojej domenie. I mnogość okrążeń – cudna okazja do zabawy niuansami, poszukiwań i dokładania drobnych elementów w rytmie tego szaleństwa. Zagraliśmy to w tym roku już ponad 120 razy!

Pogoda, stały punkt naszych dywagacji festiwalowych, była w tym roku łaskawa.

Oj, i była absolutnie na zakładkę. Padało w piątki i niedziele, upały skończyły się na tydzień przed i wróciły tuż po. Ale mnie taka przychylność pogody absolutnie przeraża –przecież to się kiedyś chyba musi statystycznie wyrównać?

Od dwudziestu lat Ulicznicy są w Gliwicach. To “są” ma wyjątkową moc. Zatem do dwudziestego pierwszego ulicznego razu. W ten sposób zachęcam cię do osobistego podsumowania.

Ja tego nigdy nie wiem, a równocześnie trochę już chyba wiem. Wiem, że wciąż odrabiam postawione sobie na początku tej zabawy zadania domowe – przez (okazuje się– dwie dekady!) jeżdżąc, szukając, oglądając, podpatrując i przywożąc, co tylko się uda Państwu zaprezentować. Patrząc na tegoroczną edycję – zakładam, że Państwa szalone tańce z Panoramą na starcie i dwa pełne Teatry Muzyczne na finale, są jakimś probierzem tego, że Państwa ta zabawa wciąż interesuje. I wiem też, jak cudne wsparcie mamy, gdzie byśmy nie zapukali – tu oczywiście doroczne podziękowania partnerom i miejskim instytucjom, z którymi raz do roku wchodzimy w ten taniec. Czego nigdy nie wiem, to –co dalej, czy będzie dalej… Ale pewnie byłoby najpiękniej na świecie tę dwudziestą edycję zrealizować z przytupem –taki festiwal festiwali. Byłoby chyba miło. A na dziś dzień w imieniu własnym i moich cudnych współ-uliczników, kłaniam się Państwu nisko. Cytując klasyka – złażymy!

Fot. Michał Buksa