REKLAMA
REKLAMA

“Wykonałem to w obronie mojej własnej ziemi”. Najbardziej znany rolnik w Polsce przed sądem (TV)

W gliwickim Sądzie Rejonowym odbyła się pierwsza rozprawa w sprawie rolnika z Ostropy, który w sierpniu zaorał asfalt na ulicy Rybackiej. Nie było to jednak posiedzenie w sprawie karnej – na wniosek obrońcy Józefa Magiery uchylony został zastosowany wcześniej policyjny dozór.

Reprezentujący pana Józefa w sprawie karnej mec. Adam Szewc złożył trzy zażalenia na decyzje prokuratora, z których jedno dotyczyło wspomnianego środka zapobiegawczego, chodziło też o zatrzymanie ponad 40-letniego ciągnika oraz zabezpieczenie majątkowe.

– Jeżeli chodzi o środki zapobiegawcze, to sąd uchylił je w całości, łącznie z poręczeniem majątkowym, więc od dzisiaj mój klient nie musi się już stawiać na dozór na policji ani wpłacać poręczenia majątkowego – mówił pełnomocnik Józefa Magiery.

Jeżeli chodzi o kwestię ciągnika to sąd utrzymał decyzję prokuratora wskazując, że na tym etapie należy wykazać, że jest to narzędzie pracy służące na roli, bo pomimo twierdzeń naszych i wyjaśnień podejrzanego, to jest na tym etapie jeszcze niewystarczające

– dodał mec. Szewc.

– Musimy to udokumentować, mówiąc krótko, że pan prowadzi czynne gospodarstwo i każdego dnia używa tego narzędzia do pracy i niewątpliwie taki wniosek złożymy i odpowiednio udokumentujemy. Po takim wniosku prokurator będzie musiał pochylić się jeszcze raz nad kwestią zabezpieczenia majątkowego i rozważyć zwrot ciągnika, więc ta dzisiejsza decyzja nie przesądza jeszcze o kwestii ciągnika, bo tak jak mówię to było tylko i wyłącznie rozstrzygnięcie dotyczące jednej decyzji, ale w każdej chwili, w toku całego postępowania prokurator ma możliwość zmienić tę decyzję – podsumował adwokat.

“W obronie mojej własnej ziemi”

Posiedzenie sądu odbyło się w czwartek, 1 października. Pan Józef na miejsce przyjechał na rowerze. Jeszcze przed wejściem na rozprawę zdecydował się udzielić wypowiedzi dla mediów. – Najbardziej mnie zaskoczyło to, że prokuratura na podstawie zeznań świadków, a nie dokumentów posługiwała się aresztem – mówił Józef Magiera. Przypomnijmy, że Gliwiczanin krótko po wydarzeniach na ulicy Rybackiej trafił do aresztu, gdzie spędził 7 dni.

– W przypadku Pana Józefa mamy jaskrawy przykład nierówności obywateli wobec prawa. Z jednej strony jest Pan Józef, który w dobrej wierze zaorał skrawek pola, będąc przekonanym, że to jest jego pole, jednocześnie być może powstrzymał samowolę budowlaną, która była wykonywana wbrew obowiązującym przepisom. Po trzecie, być może powstrzymał potężną katastrofę wielkich rozmiarów ponieważ w tym śladzie drogi znajduje się gazociąg. Z operatorem gazociągu wykonawcy robót nie wykonywali żadnych ustaleń, żadnych uzgodnień i wykonywali prace po prostu ziemne prace budowlane, więc mogło to doprowadzić do potężnej katastrofy łącznie z ofiarami śmiertelnymi. Było to zagrożenie i dla pracowników tej firmy budowlanej i dla mieszkańców – dodał towarzyszący rolnikowi Michał Kałużny (KORWiN).

Pan Józef trafia bez ceregieli do aresztu, do więzienia, bez analizowania zbytnio sprawy, bez doszacowania wartości szkody, a osoby odpowiedzialne za całe to zamieszanie nie dostały nawet mandatu z tego co się orientujemy, więc żadne konsekwencje nie zostały wyciągnięte

– podkreślał Kałużny.

– To co ja wykonałem, to wykonałem w obronie mojej własnej ziemi, a to co oni pokazali, to znaczy, że to państwo jeszcze nie jest demokratyczne – zaznaczał Magiera, który uważa, że zajęte pod drogę (ulicę Rybacką) grunty należą do niego. – Jeżeli aktu notarialnego nie ma, jeżeli wyroku sądu nie ma o przekazaniu tego, to czym oni się mogli – lewymi papierami, lewymi aktami notarialnymi – posługiwać? – pytał rolnik z Ostropy.

Na razie nie wiadomo, jak dalej potoczy się postępowanie prokuratury w sprawie zniszczenia ułożonego na ulicy Rybackiej asfaltu.

(żms)

10 Komentarze
 najwyżej ocenione
od najnowszych    chronologicznie