Po dłuższej przerwie wracamy z regularną emisją programu „Ad Vocem. Radni po godzinach”. W roli gospodarza tym razem wystąpił Jarosław Sołtysek (Radio Gliwice).
Zaproszenia do udziału w programie skierowaliśmy do przewodniczących wszystkich, czterech klubów w Radzie Miasta i to oni wyznaczyli swoich reprezentantów: Agnieszkę Filipkowską (Koalicja Obywatelska), Krystynę Sowę (Koalicja dla Gliwic), Kajetana Gorniga (Wspólny Ratusz) oraz Adama Michczyńskiego (Prawo i Sprawiedliwość).
Rozmowa koncentrowała się na trzech ważnych dla Gliwic sprawach: budowie szpitala uniwersyteckiego, głośnym konflikcie wokół ulicy Rybackiej oraz inicjatywie referendum w sprawie odwołania prezydent Gliwic.
Szpital uniwersytecki – najważniejsze pozostaje finansowanie
(kliknij w śródtytuł, żeby przejść do tego fragmentu programu)
Pierwszym tematem była planowana budowa w Gliwicach szpitala uniwersyteckiego Centrum Chorób Cywilizacyjnych. Radni zgodnie wskazywali, że przygotowania do inwestycji trwają, ale wciąż brakuje najważniejszej odpowiedzi: skąd i kiedy będą pochodziły pieniądze na jej realizację.
Agnieszka Filipkowska zwracała uwagę, że przy tak ogromnym przedsięwzięciu nie można oczekiwać, iż budowa rozpocznie się natychmiast. Samo przygotowanie formalności przy dużych inwestycjach może trwać latami.
Znacznie więcej niepokoju wyrażał Kajetan Gornig. Jak mówił, nadal nie ma pewności, czy inwestycja zostanie wpisana do budżetu państwa. Dodatkowym sygnałem ostrzegawczym było pismo marszałka województwa śląskiego dotyczące braku przedstawiciela w radzie społecznej szpitala.
Krystyna Sowa podkreślała, że radnych coraz mniej interesuje historia przygotowań do inwestycji, a coraz bardziej konkretna informacja o finansowaniu. Przypomniała, że wcześniej pojawiały się zapowiedzi rozpoczęcia finansowania, ale terminy się przesuwały. W rozmowie padła również informacja, że budowa może potrwać około 10 lat.
Radni zwrócili także uwagę, że miasto ma zabezpieczone środki na wypadek konieczności rozpoczęcia inwestycji własnymi siłami, jednak kwoty rzędu kilkuset milionów złotych nie wystarczą na wybudowanie całego kompleksu. Dlatego kluczowe pozostaje pozyskanie pieniędzy zewnętrznych.
Wniosek z dyskusji: przygotowania trwają, ale bez zapewnienia finansowania trudno mówić o realnym rozpoczęciu budowy.
Ulica Rybacka – więcej niż historia rolnika, który zaorał asfalt
(kliknij w śródtytuł, żeby przejść do tego fragmentu programu)
Drugim tematem była głośna sprawa ulicy Rybackiej w Ostropie, gdzie rolnik wyjechał traktorem na świeżo wykonaną drogę i ją zaorał. Sprawa odbiła się szerokim echem w mediach.
Adam Michczyński wyjaśniał, że radni PiS chcą przede wszystkim uzyskać od władz miasta informacje dotyczące trybu realizacji inwestycji. Chodzi między innymi o to, dlaczego prace zostały wykonane w ramach zadania określanego jako „bieżące utrzymanie dróg”, a nie jako klasyczna inwestycja. Gdyby zastosowano inny tryb, mogłyby pojawić się dodatkowe procedury i konsultacje.
Agnieszka Filipkowska uważała natomiast, że sama kwestia własności drogi została już wyjaśniona. Według przedstawianych przez nią informacji droga od ponad 20 lat była własnością miasta, a mieszkańcy od dawna zabiegali o jej utwardzenie. Jej zdaniem późniejsze medialne nagłośnienie konfliktu zdecydowanie przerosło znaczenie samego zdarzenia.
W rozmowie pojawił się jednak drugi, znacznie poważniejszy problem: jak w Gliwicach wybierane są drogi przeznaczane do remontów i przebudowy.
Krystyna Sowa, która zajmowała się sprawą, wskazywała, że prace przy Rybackiej zostały wykonane w ramach przetargu na „bieżące utrzymanie dróg”. Jak zauważyła, z tego samego mechanizmu finansowane są znacznie większe prace – jako przykład podała pierwszy etap modernizacji ulicy Zwycięstwa, którego wartość określono na 9 mln zł.
Radni chcą więc wiedzieć, **kto i według jakich kryteriów decyduje, które ulice są remontowane**, dlaczego jedne wnioski mieszkańców są realizowane szybciej od innych i czy system jest wystarczająco przejrzysty.
Sowa zwróciła też uwagę na rozbieżności dotyczące szacowania kosztów szkód powstałych po przeoraniu drogi. Z jej ustaleń wynikało, że początkowo podawana kwota 300 tys. zł miała dotyczyć całej wartości prac przy ulicy Rybackiej, natomiast później pojawiła się kwota 182 tys. zł odnosząca się do strat.
Wniosek z dyskusji: dla radnych sama historia „rolnika i traktora” jest tylko początkiem. Ważniejsze są zasady wydawania miejskich pieniędzy, sposób kwalifikowania prac drogowych oraz przejrzystość decyzji o tym, które ulice trafiają do remontu.
Referendum w sprawie odwołania prezydent Gliwic
(kliknij w śródtytuł, żeby przejść do tego fragmentu programu)
Ostatnią część programu poświęcono inicjatywie przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania prezydent Gliwic. Aby referendum mogło się odbyć, jego inicjatorzy muszą zebrać wymaganą liczbę podpisów – prawie 13 tysięcy.
Krystyna Sowa zaznaczyła, że jej klub nie zajmuje w tej sprawie stanowiska. Podkreśliła, że jest to inicjatywa społeczna, a mieszkańcy mają prawo samodzielnie oceniać działalność prezydent i decydować, czy chcą poprzeć zbieranie podpisów.
Inaczej sytuacja wygląda w przypadku klubu Prawa i Sprawiedliwości. Adam Michczyński poinformował, że PiS zdecydował się poprzeć inicjatywę. Jednocześnie zaznaczył, że referendum nie było pomysłem jego klubu i że osobiście nie rozpoczynałby takiej akcji właśnie teraz. Uznał jednak argumenty inicjatorów za uzasadnione i dlatego klub zdecydował się dołączyć do przedsięwzięcia.
Kajetan Gornig i klub Wspólny Ratusz również nie zamierzają bezpośrednio angażować się w przekonywanie mieszkańców do udziału w referendum. Gornig podkreślił jednak, że referendum jest formą aktywności obywatelskiej i mieszkańcy mają prawo je organizować. Jednocześnie stwierdził, że jego klub krytycznie ocenia sposób zarządzania miastem przez prezydent i wskazuje na – jak to określił – poważne błędy w jej działalności.
Agnieszka Filipkowska, podobnie jak Krystyna Sowa, zaznaczyła, że klub Koalicji Obywatelskiej na tym etapie nie zajmuje formalnego stanowiska. Ewentualna dyskusja ma nastąpić wtedy, gdy zostaną zebrane podpisy. Jednocześnie nie ukrywała, że nie zgadza się z argumentami stojącymi za inicjatywą referendalną.





