Najmrodzki wymykał się stróżom prawa 29 razy. Z aresztu w Gliwicach uciekł wydrążonym w ziemi tunelem

Kradł polonezy, rabował Pewexy. Jego metody działania były sprytne, ówczesna milicja długo nie potrafiła poradzić sobie z tym przestępcą.

Kim był Zdzisław Najmrodzki, pseudonim Saszłyk? Urodził się w 1954 roku w Stomorgach, w ówczesnym województwie kieleckim. Ukończył tylko szkołę podstawową, a w wieku 19 lat poszedł do wojska, gdzie miał szansę zrobić karierę, z czego zrezygnował – miał inne życiowe plany. Po zakończeniu służby marzył o karierze kierowcy rajdowego, ale życie zweryfikowało ten zamiar negatywnie.

W 1975 roku Najmrodzki przyjechał na Śląsk, gdzie zaczął pracę w warsztacie samochodowym w Gliwicach. Dwa lata później po raz pierwszy trafił do aresztu w Warszawie za pobicie milicjanta w barze pod Żyrardowem. Został wówczas skazany na 1,5 roku więzienia. Wyrok odsiadywał w Gliwicach, gdzie pracował w więziennym warsztacie samochodowym w wyuczonym zawodzie mechanika.

Po kilku tygodniach odsiadki Najmrodzki uciekł po raz pierwszy. Stało się to podczas transportu pociągiem na proces innego aresztanta.

Po kilku godzinach podróży, kiedy atmosfera w przedziale zrobiła się luźna, a milicjanci zdjęli więźniom kajdanki, Saszłyk wyskoczył przez okno, korzystając z małej prędkości pociągu i pijaństwa funkcjonariuszy.

Po ucieczce Najmrodzki wrócił do Gliwic. Chciał się gdzieś legalnie zatrudnić, ale ponieważ był poszukiwany – nie mógł tego zrobić. Przyłączył się więc do grupy przestępczej okradającej Pewexy i szmuglującej jeansy do Związku Radzieckiego. Szybko jednak doszedł do wniosku, że chciałby mieć swój „biznes”, w związku z tym założył własny gang.

Główną sferą działalności przestępczej grupy Saszłyka było okradanie Pewexów. Złodzieje wypracowali swoją własną metodę, jak na tamte czasy – byli pomysłowi. W szybie sklepu wycinali okienko, prze które dostawali się do środka by dokonać rabunku. Osoba na zewnątrz zaklejała ten otwór plakatem, tak aby nie było widać uszkodzenia. W ten sposób do 1979 roku udało im się okraść 71 Pewexów w całej Polsce, a Najmrodzki zyskał w kryminalnym półświatku swoistą renomę.

W 1980 roku zmobilizowana do działania milicja schwytała Saszłyka i miał on stanąć przed obliczem sądu, jednak ostatecznie do tego nie doszło.

Kompani wynajęli mu adwokata, który doprowadził do tego, iż Najmrodzki miał być sądzony w Gliwicach. Udało mu się przemycić z aresztu gryps z narysowanym planem sądu i pomieszczenia, w którym aresztant miał oczekiwać na rozprawę.

23 lipca 1980 roku Najmrodzki opuścił budynek sądu przez okno, w którym gangsterzy uprzednio przepiłowali kraty. Założył nowy gang specjalizujący się w kradzieżach polonezów (interesowała ich wyłącznie ta marka samochodu). Jego łupem padło blisko 100 egzemplarzy. Samochody były potem sprzedawane na giełdzie samochodowej.

Ujęcie Najmrodzkiego stało się punktem honoru dla funkcjonariuszy milicji, w tym celu utworzono specjalną grupę operacyjną pod kryptonimem „Polonez”. W 1983 roku, po pościgu na podwarszawskich drogach udało się zatrzymać Saszłyka, ale czekał on tylko na kolejną okazję do ucieczki. Udało mu się to w 1984 roku, kiedy był prowadzony na rozprawę sądową. Eskortował go wówczas tylko jeden milicjant. Najmrodzki ogłuszył go, po czym wygrzebanymi z kieszeni spodni funkcjonariusza kluczykami, uwolnił się z kajdanek i zbiegł.

Został schwytany dwa lata później i osadzony w areszcie na warszawskiej Białołęce. W kolejnym roku Sąd Wojewódzki w Warszawie skazał go na 15 lat pozbawienia wolności – wyrok miał jednak odsiadywać w Gliwicach.

Podczas widzeń w areszcie ze swoją matką, Najmrodzki nieustannie mówił o ucieczce. Wysyłał grypsy w których prosił o spotkanie ze znajomym, Kazimierzem O., które w rezultacie doszło do skutku. Najmrodzka poprosiła mężczyznę, żeby pomógł jej zorganizować ucieczkę dla syna. O. zgodził się, w związku z tym w 1989 roku przyjechał do Gliwic i zamieszkał z matką Saszłyka w wynajętym na ulicy Tarnogórskiej mieszkaniu.

Mózgiem planu była matka Najmrodzkiego. Ona też zgromadziła niezbędny sprzęt. Z graniczącego z aresztem budynku „samochodówki” przy ulicy Wieczorka (aktualnie ul. Siemińskiego, mieści się tam Sąd Rejonowy w Gliwicach), za pomocą dwóch saperek oraz łomu wraz z Kazimierzem O. wydrążyli 8-metrowy tunel, którego wylot znajdował obok wyłożonego betonowymi płytami spacerniaka. W miejscu wylotu pozostawili tylko cienką warstwę ziemi,  a samo miejsce oznaczyli metalowym ostrzem, które nieznacznie wystawało z podłoża.

W ucieczce Najmrodzkiego musiał pomagać ktoś wewnątrz aresztu. Jego matka na bieżąco informowała go o postępach prac, a miejsce podkopu oznakowane zostało także od góry spacerniaka metalową blaszką, którą na siatce rozpiętej nad spacerniakiem musiał położyć któryś z funkcjonariuszy.

W dniu ucieczki, 3 września 1989 roku, O. przygotował motocykl, który zaparkował tuż przy wejściu do szkoły. Wszedł do tunelu i czekał przy jego wylocie na Saszłyka. Około południa Najmrodzki został wyprowadzony na spacerniak wraz z innym osadzonym. Mężczyźni byli pilnowani przez dwóch funkcjonariuszy służby więziennej.

Jak wynikało z późniejszych relacji świadków, w pewnym momencie Najmrodzki „zapadł się pod ziemię”.

W rzeczywistości wykonał on lekki podskok, aby pod siłą uderzenia w podłoże zarwać cienką warstwę ziemi, po czym wpadł do tunelu, którym wraz z O. wydostał się na zewnątrz, wsiadł na motor i obaj udali się do mieszkania na Tarnogórskiej w Gliwicach. Zbieg zostawił w celi list pożegnalny do naczelnika aresztu, który znaleziono podczas rewizji. „Saszłyk” kpiąco dziękował w nim za „gościnę”.

Przestępcom dopisywało wyjątkowe poczucie humoru i nonszalancja. Trzy dni po ucieczce balowali razem w podgliwickiej restauracji Pod Platanami, gdzie Najmrodzki wpisał się do księgi gości. Podpisał się co prawda fikcyjnym imieniem i nazwiskiem Ryszard Berezowski (którym czasem się posługiwał), ale obok zostawił inicjały Z.N. Potem obaj ruszyli w Polskę, gdzie okradali Pewexy i delikatesy.

Złodziejska szarża zakończyła się w 1991 roku, gdy prowadząc pod wpływem alkoholu, Najmrodzki wjechał w jeden ze słupów w Krakowie. Został wówczas zatrzymany, skazany na 7,5 roku pozbawienia wolności i osadzony w więzieniu w Strzelcach Opolskich, skąd już nie udało mu się uciec.

Książę złodziei wyszedł na wolność wcześniej. Został ułaskawiony przez prezydenta Lecha Wałęsę w 1994 roku. Zginął rok później w wypadku samochodowym – prowadzone przez niego BMW zderzyło się czołowo z samochodem ciężarowym. Oprócz niego śmierć poniosło dwóch chłopców – synów jego znajomego. Jak się później okazało samochód, którym podróżowali, był kradziony.

Żaneta Mrozek-Siewierska /2017
Focus Historia, Foto – scr. youtube.com/materiały archiwalne TVP