Odrzucenie przez Radę Miasta nowego planu dla Sikornika i Wójtowej Wsi to pokaz siły opozycji, który wkrótce może ją jednak słono kosztować. Z kolei dla władz miasta to rachunek wystawiony za model prowadzenia polityki daleki od wcześniejszych obietnic wyborczych. Ale na koniec dnia to przede wszystkim mieszkańcy będą ponosić konsekwencje tych politycznych przepychanek.
W poniedziałek na sesji Rady Miasta stanowisko radnych było jasne. 14 głosów przeciw, 8 za i 1 wstrzymujący się. Nowy plan dla terenów wokół obwodnicy miasta nie wejdzie w życie (przeczytaj –> Co powstanie na polach wokół obwodnicy? Magistrat chce zmiany miejscowego planu). W skrócie: w mocy zostaje plan dopuszczający na tym terenie produkcję, szeroki zakres usług, w tym logistykę, a także budowę składów i magazynów. Przepadł natomiast projekt zakładający rozłożenie akcentów: w części południowej utrzymanie charakteru usługowo-produkcyjnego, w północnej (w pobliżu Wilczych Dołów) wprowadzenie funkcji mieszkaniowo-usługowej.
Dla wielu mieszkańców jeszcze przed głosowaniem wybór między dwoma koncepcjami rozwoju był – jak pisała jedna z mieszkanek – wyborem między dżumą a cholerą, a w najlepszym wypadku: wyborem mniejszego zła. Dlatego w burzy, która wybuchła po głosowaniu wiele jest krokodylich łez nad terenami, które niezależnie od podjętej decyzji czeka i tak nieuchronne przeobrażenie.
Nie jest też prawdą, że było to głosowanie między zielonymi a betonowymi Gliwicami. To wybór czym i jak szybko zastąpić te zielone. Dość powiedzieć, że dopiero po interwencji Rady Dzielnicy Sikornik miasto zagwarantowało bufor zieleni między obwodnicą a zabudowaniami. I to jedynie w formie pisemnej deklaracji prezydentki.
– Nie mamy już gdzie wychodzić na spacery – to też słowa jednej z mieszkanek Sikornika podczas internetowej dyskusji.
WSPÓLNY RATUSZ (I FRONT) PRZECIW PREZYDENT
Poniedziałkowe posiedzenie Rady Miasta miało gorący charakter, ale ostatecznie głosy rozdzieliły się według typowego klucza partyjnego. Za odrzuceniem nowego planu głosowali radni PiS (poza głosem wstrzymującym się Krzysztofa Procla), Koalicji dla Gliwic i Wspólnego Ratusza. “Za” klub KO oraz radny Krzysztof Kleczka z KdG. Języczkiem u wagi okazał się Kajetan Gornig (WR), który po poszerzeniu ugrupowania do 4 mandatów stał się siłą przechylającą szalę zwycięstwa w głosowaniach na korzyść jednej ze stron. Wspólny Ratusz przekonywał przed głosowaniem, że tereny wokół obwodnicy nie nadają się na “normalne osiedle” ze względu na bliskość lotniska, poligonu i wysypiska. Podobnie argumentowali też pozostali radni opozycji, wskazując też na poniesione już koszty uzbrojenia terenu i brak alternatyw dla nowych terenów gospodarczych w obrębie miasta.
OPOZYCJA WYGRAŁA BITWĘ
Trudno mówić o poniedziałkowym głosowaniu bez spoglądania w kalendarz. A w nim już 18 czerwca głosowanie nad udzieleniem absolutorium Katarzynie Kuczyńskiej-Budce. Od kilku tygodni czuć w mieście ruchy zmierzające do organizacji referendum odwoławczego (drogę ku niemu otworzy ewentualne nieudzielenie absolutorium).
W poniedziałek opozycja na pewno postraszyła prezydent, pokazując w kluczowym głosowaniu, że liczba głosów w Ratuszu pozwala na doprowadzenie do referendum. W kontekście politycznym trudno dziwić się takiej manifestacji. Mniej lub bardziej oficjalnie od początku kadencji klub KO próbował podbierać radnych z innych klubów (ofertę od prezydent miał dostać nawet tak przez nią krytykowany Adam Neumann). M.in. za te próby zuchwałych mezaliansów lokalna KO płaci teraz wysoką cenę. Tyle, że opozycja sięgnęła po szablę, która może okazać się za krótka.
Po pierwsze radni opozycji chwilę po głosowaniu przepadli komunikacyjnie, dając sobie narzucić uproszczoną narrację Kuczyńskiej-Budki, jakoby byli orędownikami przemysłu kosztem “zielonej strefy mieszkaniowej”. Po drugie, za swoje decyzje należy ponieść odpowiedzialność i jak mało kiedy powinniśmy oczekiwać od PiS, KdG i WR konstruktywnego powrotu do tematu i zaproponowania Sikornikowi innego rozwiązania. Po trzecie, głos przeciw stał w kontrze nie tylko do stanowiska magistratu, ale też do oczekiwań dużej części mieszkańców Sikornika i Wójtowej Wsi. Wygranie tego głosowania może być sukcesem krótkotrwałym, łatwo bowiem będzie opozycję przedstawiać jako niekonstruktywną i oderwaną od realnych potrzeb gliwiczan.
CO DALEJ? MIASTO BEZ PLANU B
W Urzędzie pytania o to co dalej po nieudanym głosowaniu na razie pozostaje bez konkretnej odpowiedzi. Urzędnicy zresztą bardzo spieszyli się z przegłosowaniem uchwały, a poniedziałkowa sesja dotyczyła tylko i wyłącznie uchwały w sprawie zmiany MPZP. Nieudane głosowanie jest więc zapewne zaskoczeniem.
– Propozycja była zbieżna z oczekiwaniami właścicieli nieruchomości, jak również z postulatami przedstawicieli Rady Dzielnicy Sikornik (Rada Dzielnicy Wójtowa Wieś nie poparła projektu – red.), którzy podczas sesji apelowali o odejście od funkcji przemysłowych i poparli kierunek zmian proponowany przez Prezydent Miasta
– komentuje Mariusz Kopeć, rzecznik prasowy prezydent Gliwic. – Jednocześnie należy pamiętać, że ewentualna realizacja konkretnych inwestycji będzie zależała od decyzji właścicieli nieruchomości oraz zainteresowania inwestorów tym obszarem – dodaje.
Już wcześniej magistrat sygnalizował, że w przygotowywanej Strategii Rozwoju Miasta, zabudowa usługowo-produkcyjna ma pojawić się “na kilku wybranych obszarach rozmieszczonych na terenie całych Gliwic” (zamiast pełnej koncentracji wokół obwodnicy). To będzie otwierać nową przestrzeń do dyskusji o rozwoju miasta, ale być może też kolejne protesty mieszkańców.
Michał Szewczyk


