Palmiarnia jest otwarta i zaprasza do zwiedzania. Co wiadomo o hodowanych tam mrówkach?

Po zluzowaniu obostrzeń Palmiarnia Miejska znów jest otwarta. Warto się tam wybrać, chociażby po to, by zobaczyć mrówki – grzybiarki, pędzące z liściastymi parasolkami po mrówkostradzie oraz prządki, które w Gliwicach dokarmiane są… miodem.

 
Osiem lat temu do gliwickiej Palmiarni przewieziono mieszczące się w dłoni gniazdo mrówek grzybiarek parasolowych, które żywią się hodowanym przez siebie grzybem. Aby grzyb mógł się rozwijać mrówki muszą mu dostarczać pożywki w formie liści. Unoszą je nad głowami, jak parasole i transportują z odległych zakątków pawilonu tropikalnego pędząc po mrówkostradzie, która w ciągu ośmiu lat zwiększyła swą długość o połowę. W tym czasie również populacja mrówek rozrosła się do kilku tysięcy osobników, ale królowa nadal jest tylko jedna. Warto wiedzieć, że mrówka grzybiarka może podnieść liść, który waży 50 razy więcej od niej.

Gliwiczanie tak polubili te tropikalne owady, że półtora roku temu, tym razem w pawilonie sukulentów, pojawiło się drugie mrowisko. Do gliwickich tropików zawitały mrówki prządki, zwane też tkaczkami.

Trudniej je dostrzec, ponieważ żyją na drzewach. Formują na gałęziach gniazda w kształcie kokonów z powyginanych przez siebie ogromnych liści. W naturalnych warunkach żywią się większymi od siebie owadami, pająkami, skorpionami i małymi kręgowcami, a także innymi koloniami mrówek lub spadzią wydalaną przez czerwce i pluskwiaki, które żyją na drzewie. W Gliwicach zamiast spadzi dostają od pracowników Palmiarni kropelkę miodu. Prządki żyją w Afryce i w Azji. Podobno ich gniazda to tajlandzki przysmak.


Podczas zwiedzania Palmiarni obowiązuje przestrzeganie zasad sanitarnych – należy zasłaniać usta i nos i dezynfekować ręce. Jednocześnie w Palmiarni może przebywać 120 osób, szatnie są nieczynne.

(żms)/UM Gliwice(mf)
fot. 24gliwice.pl/żms

3000
od najnowszych    chronologicznie   najwyżej ocenione
kuchenny rewolucjonista

O zupie na ptasich gniazdach słyszałem o zupie na mrówczych kokonach jeszcze nie, może takowa potrawa będzie serwowana w przypalmiarnianej kawiarence aby zaspokoić wyrafinowane smaki gliwickiej śmietanki towarzyskiej bo miejscowa gastronomia to dno a tak byłaby szansa na podniesienie poziomu.