Aktywiści z Wilczych Dołów: „ta wycinka jest nielegalna”. Miasto: „to nieprawda, mamy zgody”

Trwa saga dotycząca legalności działań podejmowanych na Wilczych Dołach. Aktywiści alarmują, że miasto może wyciąć jedynie część drzew z terenu przeznaczonego pod zbiornik i wprost zarzucają miastu łamanie prawa. Magistrat stanowczo odpiera zarzuty.

 
Od początku tygodnia na terenie Wilczych Dołów trwa wycinka drzew pod budowę zbiornika retencyjnego. To efekt zezwolenia wydanego w ubiegłą środę przez Generalną Dyrekcję Ochrony Środowiska (przeczytaj –> Wilcze Doły: jest zezwolenie na wycinkę drzew. Droga do budowy zbiornika otwarta?).

MOCNE OSKARŻENIA ZE STRONY „ZDROWEGO MIASTA”


We wtorek przedstawiciele Stowarzyszenia Zdrowe Miasto zaalarmowali, że zgoda wydana przez GDOŚ dotyczy tylko jednej z około dwudziestu działek zlokalizowanych na terenie inwestycji. Gdyby rzeczywiście tak było, prace przy budowie zbiornika powinny zostać ponownie wstrzymane. Aktywiści nie przebierają w słowach i formułują mocne oskarżenia w stronę magistratu i wykonawcy:

– Nie liczymy na cud, ale odnotujcie sobie Państwo ten fakt: oni (wykonawca i inwestor) nie tylko nie wystąpili o zgodę co do wszystkich gatunków stwierdzonych na tym terenie, ale od razu złamali warunki zgody, którą otrzymali

– czytamy w oświadczenie na profilu Ratujmy Wilcze Doły. – Ciekawe jak tym razem rzecznik prezydenta będzie się gimnastykował żeby wykazać, że działają zgodnie z prawem? – pytają aktywiści.

MIASTO: WSZYSTKO ZGODNIE Z PRAWEM

Do oskarżeń rzuconych w stronę miasta odniósł się wspomniany rzecznik prezydenta, Łukasz Oryszczak.

– Przytoczone stwierdzenia o nielegalności wycinek są nieprawdziwe

– mówi. – Inwestycja ma wydane przez wojewodę pozwolenie na realizację, które obejmuje zezwolenie na wycinki. Zgodnie z przepisami prawa, przed przystąpieniem do wycinek teren inwestycji został zbadany przez przyrodników, którzy stwierdzili występowanie gniazd i dziupli ptaków. W związku z tym wystąpiono o decyzję derogacyjną, czyli m.in. pozwolenie na usuniecie siedlisk i gniazd. Pozwolenie na likwidację siedlisk obejmuje teren całej inwestycji, jest to wprost napisane w decyzji. Pozwolenie na usuwanie gniazd dotyczy tej działki, na której stwierdzono obecność gniazd – dodaje Oryszczak.

Z informacji miasta wynika, że w trakcie inwentaryzacji przyrodniczej gniazda ptaków wykryto tylko na terenie działki, o której mówią aktywiści. Jak wskazują urzędnicy, na pozostałych działkach gniazd nie stwierdzono, stąd wniosek o derogację w zakresie usuwania gniazd ich nie obejmował.

GORNIG MÓWI O ODPOWIEDZIALNOŚCI KARNEJ, ORYSZCZAK O ZGODACH ODPOWIEDNICH ORGANÓW

Do sprawy odniósł się także były rywal Adama Neumanna w wyborach prezydenckich Kajetan Gornig. Również i on wprost zarzuca miastu łamanie prawa.

– Urzędnicy nie dostali pozwolenia na działki, na których prowadzona jest wycinka. Zgodnie z literą prawa postępują nielegalnie. Może będą próbować zmienić decyzję (o i le w ogóle to możliwe), ale póki co jest jaka jest, więc obecnie postępują nielegalnie i narażają się na odpowiedzialność karną – pisze na swoim profilu na facebooku Gornig.

Z takim twierdzeniem nie zgadza się Łukasz Oryszczak.

– Zaznaczam, że decyzja została podtrzymana przez drugi organ oraz że doniesienia o rzekomych nieprawidłowościach były składane do wielu organów. Żadna z instytucji nie potwierdziła tego typu oskarżeń. Budowa zbiornika nie jest pierwszą inwestycją w mieście dla której uzyskiwana jest decyzja derogacyjna, to całkowicie standardowa procedura – komentuje.

wilcze doły

Obrońcy Wilczych Dołów nie pierwszy raz zarzucają wykonawcy nielegalne działanie (przecytaj –> Miasto rusza z budową zbiornika na Wilczych Dołach. Teren został ogrodzony, są protesty). Jesienią ubiegłego roku na ich wniosek przeprowadzona została kontrola Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego, która jednak nie wykazała działań niezgodnych z prawem. Również ubiegłotygodniowa decyzja GDOŚ niemal w całości podtrzymała zaskarżoną wiosną 2020 roku decyzję Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska.

Jak będzie tym razem? Społecznicy informują, że o sprawie zawiadomili już stosowne organy oraz policję. Prace na budowie zbiornika są jednak kontynuowane. Jeżeli rację mają obrońcy Wilczych Dołów, zapewne niektórym osobom trudno będzie uniknąć zarzutów prokuratorskich. Jeżeli jednak to stanowisko miasta jest zgodne z prawdą, aktywistom w przyszłości będzie już trudno grać kartą zarzutów o łamanie prawa.
Michał Szewczyk