Sezon na mrówki. Czyli jak owady nabrały dziennikarza. FELIETON

Mrówki działają ostro. Przełączają światło na skrzyżowaniu w Gliwicach, by ludzie nie tracili czasu i nie czekali na zielone. Taką sensację odkrył niedawno reporter pewnej gliwickiej telewizji, ogłaszając tym samym rozpoczęcie sezonu ogórkowego w mediach. W tym roku niech więc to będzie sezon mrówkowy.

 
Podejrzewam, że wielu naszych czytelników filmu z interwencji lokalnej telewizji nie obejrzało, dlatego streszczam scenariusz.

Miejsce akcji

Po skrzyżowaniu ulic Nowy Świat i Zygmunta Starego biega reporter z mikrofonem. Jest podekscytowany, bo zielone światło, które włącza się, gdy pieszy dotknie przycisk, tu zapala się samo, bez udziału człowieka. „Widzicie, państwo, samo się włączyło, nic nie naciskaliśmy”, zapewnia dziennikarz. Po czym, nie pozostawiając widzów w niepewności, wyjaśnia tajemnicę. Światło wcale samo się nie włącza. Robią to… mrówki.

Ja robię głośniej, cofam film, może się przesłyszałam… Mrówki?

Przecież te detektory na gliwickich przejściach czasem, by w ogóle zadziałały, trzeba solidnie klepnąć. A taka mrówka ile może ważyć? I tu zaczęły mnożyć się niewiadome.

Niewiadoma pierwsza: ile waży mrówka

Z filmu dowiaduję się, że mrówki włączają światło za pomocą, jak twierdzi reporter, guzika, po którym przechodzą. Ale chwila: jeśli mrówka jest tak ciężka, że pod jej naciskiem działa detektor, to równie dobrze światło przełączać może silny podmuch wiatru, deszcz lub duża mucha, przez Ślązaków pieszczotliwie zwana masarą.

Niewiadoma druga: gdzie mieszkają mrówki

Mrówki przechodzą z dołu do góry, twierdzi człowiek z mikrofonem, a człowiek z kamerą robi na dowód zbliżenie spacerujących, głównie po słupie, malutkich owadów.

To tutaj chodziły mrówki

I tu pojawiają się wątpliwości kolejne. Reporter twierdzi bowiem, że mrówki zrobiły sobie gniazdo „u góry” („Ogólnie nie ma problemu, fajnie, że znalazły nowy dom”). Po chwili nachodzą go jednak wątpliwości: „Nie wiem, czy mogły sobie zrobić gniazdo w górze, ale ich droga przejścia prowadzi przez guzik”.

W końcu ekipa filmowa postanawia tajemnicę rozwikłać („Przeanalizowaliśmy to za pomocą wysięgnika kamery”). I oto okazuje się, że na górze słup sygnalizacyjny jest zamurowany.

„Prawdopodobnie mrówki tym betonem skróciły sobie drogę na drzewo, które jest nad sygnalizacją”, gdyba reporter lokalnej telewizji.

Niewiadoma trzecia: wiek mrówki

Słyszę takie oto zdanie: „Mrówki, owady, które bardzo długo żyją, współpracują z ludźmi i pomagają im przechodzić na zielonym”. Myślę sobie: nie wiem, ile taka mrówka potrafi żyć, ale skoro długo, to znaczy, że długo jeszcze światła na skrzyżowaniu działać będą nieprawidłowo. I choć sama autem nie jeżdżę, żal mi się zrobiło kierowców, którzy niepotrzebnie postoją.

Napisałam więc do Zarządu Dróg miejskich w Gliwicach, by awarię zgłosić, pytając przy okazji, czy to możliwe, że mrówki…

– Nie przypisujmy winy mrówkom – odpowiada mi Jadwiga Jagiełło-Stiborska, rzeczniczka prasowa ZDM. – To żadna nowość, że awarii ulega system, pracujący całą dobę i to w różnych warunkach atmosferycznych, które również mogą mieć wpływ na poprawność działania sygnalizacji świetlnej.

Uf! Przyznam, że po tej odpowiedzi bardzo mi ulżyło – już się bałam, że pracownicy zarządu dróg uwierzą w teorię o mrówkach i pożyteczne, jakby nie było, owady wytrują. Lepiej już zwalić winę na pogodę.

Niewiadoma czwarta: gdzie zniknęły mrówki

Muszę to zobaczyć. Wsiadam na rower miejski i jadę na skrzyżowanie. Światła działają bez zarzutu. Nie dotykam detektora – czerwone, dotykam – zielone. W uszach dźwięczą mi jednak słowa reportera: „To mrówki pracują dla nas, abyśmy nie tracili czasu i nie musieli czekać”. Chcąc więc mrówkom podziękować, jak zrobił to kolega na wizji, szukam ich. Szukam… szukam…

Nie ma.

– Centrum Sterowania Ruchem otrzymało z systemu powiadomienie o awarii przycisku dla pieszych w obrębie rzeczonego skrzyżowania. Pracownicy, zgodnie z procedurami, wezwali wykonawcę do niezwłocznego usunięcia nieprawidłowości – napisała rzeczniczka zarządu dróg.

No i teraz pozostaje pytanie: wykonawca wraz z awarią niezwłocznie usunął też mrówki, czy owady same, po obejrzeniu materiału o sobie, postanowiły się wynieść. (Byłaby to chyba pierwsza tak udana interwencja lokalnej telewizji)

Mrówek już nie ma.

Niewiadoma piąta: ile ładuje się autobus elektryczny

Reporter postanawia spytać kierowców o zdanie w sprawie mrówek. Trafił na parkującego nieopodal kierowcę elektrycznego autobusu miejskiego. Ten stwierdził, że mrówek nie zna, pieszo nie chodzi, a sprawą zająć powinien się urząd miejski. „A ile taki autobus elektryczny się ładuje?”, zmienia temat reporter.

Tyle w temacie mrówek. Niepewna co do ich losu pozostaję sama.

Marysia Sławańska