Anonimowy internauta w publicznej grupie dotyczącej Gliwic poruszył sprawę dowożenia dzieci do szkoły samochodem. Chodziło akurat o szkołę społeczną przy ulicy Robotniczej, gdzie auta rodziców utrudniają przejazd. Komentujący – mieszkańcy sygnalizują, że problem ten występuje również przy innych gliwickich placówkach edukacyjnych.
– Społeczna Szkoła Podstawowa w Gliwicach przy ulicy Robotniczej 4. Mam wielką prośbę do rodziców , którzy odwożą swoje dzieci do szkoły autem. Przestańcie utrudniać innym ruch! Potraficie parkować? Czy jednak jest to za trudne? Codziennie to samo, sznur aut, bo trzeba wysadzić dzieci pod samym wejściem. Do środka jeszcze wjedźcie tymi autami. Stanie 5 aut, i zamiast już wysadzić te dzieci jednocześnie, to nie, trzeba podjechać pod same drzwi i dalej blokować ruch. Gratulacje. Nie pozdrawiam – napisał anonimowy internauta.
Pod wpisem pojawiły się komentarze innych członków tej gliwickiej grupy. Przeważają głosy tych, którzy problem także dostrzegają. Autorowi wtóruje inna mieszkanka. – Czasami to są kuriozalne akcje, bo taki tatuś lub mamusia potrafią jeszcze wyjść z auta żeby plecaczek założyć temu dziecku. To są ludzie bez wyobraźni, bo w korku “stoi” wtedy cała ul. Robotnicza, wiadukt aż do Franciszkańskiej… – pisze użytkowniczka mediów społecznościowych. Ktoś inny, wspomina, że sprawa denerwuje też rodziców z – sąsiadującej ze społeczną – publicznej szkoły podstawowej. – Żegnanie się z dziećmi po 5 min zamiast wysadzić i jechać dalej – pisze internautka.
Wielu zauważa, że do szkoły można przecież dostać się na piechotę. Kontrargument mają te osoby, które zapisały dziecko do placówki, gdzie konieczny jest dłuższy i skomplikowany dojazd.
– Ja dziecko dowożę do szkoły oddalonej o 10 km od domu. Jak dziecko ma iść na nogach? Autobusem 8-latka też nie puszczę, szczególnie z przesiadkami – podnosi internauta, z którym trudno w tej sytuacji się nie zgodzić. Sprawa dowożenia dzieci do szkoły ma także inny wymiar – są na pewno i takie osoby, które podwożą pociechy po drodze do własnej pracy, chcąc mieć przy tym pewność, że dziecko bezpiecznie dotrze tam, gdzie trzeba.
“Gdyby mogli, to by do klasy jeszcze wjechali”. Problem jest powszechny
Problem nadmiernego ruchu w rejonie szkół, przedszkoli czy żłobków, to nie tylko utrudnienia w ruchu na jezdni. To również przypadkowe pozostawianie samochodu – z zajęciem całej szerokości chodnika, drogi rowerowej, trawnika, czy w sposób uniemożliwiający bezpieczne przejście obok auta albo nawet wejście do szkoły. Inna rzecz, że wzmożony ruch pojazdów należących do rodziców zagraża samym dzieciom – ale innym, niż własne pociechy, podwożone i wysadzane jak najbliżej drzwi. A warto zauważyć, że do szkoły samodzielnie mogą (przynajmniej według prawa) uczęszczać nawet 7-latki. Koniec końców wychodzi na to, że bezpieczniej jest je tam odprowadzić, albo… podwieźć.

Sytuacja blokowania chodnika nagminnie powtarzająca się pod jednym ze żłobków, nadesłane przez Czytelnika
Komentujący anonimowy wpis mieszkańcy Gliwic wskazują, że sytuacje, podobne do opisywanej na wstępie, występują w okolicach innych gliwickich szkół, przedszkoli czy też żłobków. W komentarzach wskazano więc placówki przy ulicy Pszczyńskiej (przedszkole), Lipowej (szkoła), Żwirki i Wigury (szkoła), Kozielskiej (liceum) i na Koperniku (szkoła).
Taka polska mentalność – by dziecko wysadzić najlepiej na schodach. Takie same sytuacja pod żłobkiem na ul. Kozielskiej – tam też bombelki muszą być zawiezione pod drzwi – prawie dziennie dantejskie sceny
– pisze któryś z internautów.
– To się tyczy wszystkich szkół, przedszkoli i żłobków – miejsc parkingowych przed tymi budynkami brak, a każdy rodzic chce mieć pewność, że dziecko bezpiecznie znalazło się w budynku szkoły, czy przedszkola. Kiedyś nie było tylu aut, więc takiego problemu nie było. Trzeba to wziąć na klatę i trochę więcej wyrozumiałości dla innych. 3 lata woziłam i odbierałam wnuka z przedszkola, a potem 3 kolejne lata odwózka i przywózka ze szkoły. Ludzie bądźcie dla siebie mili, przecież ten zamęt trwa że 40 minut rano i tyleż samo po południu. Chyba można to przeżyć – pisze inna komentująca.
Miasto buduje miejsca do chwilowego zatrzymania
Być może w wielu lokalizacjach problem rozwiązałaby (lub chociaż zmniejszyła) budowa miejsc postojowych do krótkotrwałego zatrzymania. Przy kilku gliwickich placówkach istnieją parkingi w rodzaju “Kiss&ride”. Niedawno miasto wykonało je wzdłuż ulicy Daszyńskiego – służą kierowcom dowożącym dzieci do szkoły przy ul. Ligonia. Oprócz tego, jak ustaliliśmy w Zarządzie Dróg Miejskich w Gliwicach, takie rozwiązania funkcjonują przy ul. Jasnogórskiej, ul. Żwirki i Wigury, ul. Płockiej, ul. Opawskiej, ul. Spacerowej oraz ul. Batalionu Kosynierów. Czy będą kolejne?
– Miejsca takie organizujemy na miarę możliwości, czyli posiadając miejsce w pasie drogowym i przy możliwości zachowania zasad bezpieczeństwa – informuje Jadwiga Jagiełło-Stiborska, rzeczniczka ZDM Gliwice.
Policja dostrzega problem, ale nie ma wielu interwencji
Gliwicka policja nie prowadzi odrębnych statystyk w zakresie wykroczeń drogowych dotyczących wyłącznie szkół, przedszkoli czy żłobków. Nie dysponuje więc zestawieniem wyłącznie dla tego rodzaju obiektów. Na naszą prośbę rzeczniczka gliwickiej Komendy, nadkomisarz Marzena Szwed rozeznała sprawę w komisariatach. Z pozyskanych stamtąd informacji wynika, że pojawiają się pojedyncze zgłoszenia dotyczące nieprawidłowego parkowania w rejonie różnych placówek oświatowych.
Są to jednak sytuacje incydentalne i nie powtarzają się w sposób systematyczny w jednej, konkretnej lokalizacji. W większości przypadków zgłoszenia te – po sprawdzeniu – nie znajdują potwierdzenia
– przekazuje oficer prasowa.
– W poprzednim roku szkolnym (2024/2025) odnotowano jedną sytuację, która wymagała szerszych działań. Dotyczyła ona rejonu szkoły podstawowej w okolicy skrzyżowania Beskidzkiej i Pustej, gdzie podczas porannych podwozów rodzice zatrzymywali pojazdy w obrębie skrzyżowania, powodując utrudnienia dla mieszkańców. Informacje te zostały zweryfikowane w ramach Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa. Przeprowadzono tam kilkukrotne kontrole, podczas których pouczono kierujących i przekazano im informacje o obowiązujących przepisach. Następnie prowadzono wzmożony nadzór, który doprowadził do wyeliminowania problemu – informuje nadkomisarz Szwed.
Jak dodaje, inne przykłady pojedynczych zgłoszeń z ostatnich miesięcy dotyczyły ulic Okrzei, Lipowej, Kilińskiego, Łużyckiej i Spacerowej, które obejmowały m.in. zatrzymywania pojazdów w rejonie przejść dla pieszych przy szkołach czy też zwiększonego ruchu w godzinach porannych.
Były to jednorazowe informacje o parkowaniu, które również nie zostały potwierdzone. Ponadto, odebrano zgłoszenie zwiększonego ruchu pojazdów wraz z początkiem roku szkolnego na ul. Żwirki i Wigury (zagadnienie pozostaje w stałym zainteresowaniu)
– kontynuuje rzeczniczka policji.
– Wszystkie takie zdarzenia były na bieżąco weryfikowane, a miejsca obejmowane nadzorem prewencyjnym. Od początku bieżącego roku szkolnego nie odnotowano zwiększonej liczby zgłoszeń związanych z dowożeniem dzieci do szkół ani powtarzających się problemów z parkowaniem w sąsiedztwie konkretnych placówek – podsumowuje Szwed.
Przedstawicielka policji podkreśla, że każdorazowo, gdy mieszkańcy zgłaszają problem parkowania lub utrudniania ruchu, policjanci przeprowadzają kontrole oraz podejmują działania prewencyjne. W przypadku ujawnienia wykroczeń funkcjonariusze reagują zgodnie z obowiązującymi przepisami.
***
Pytaniem otwartym jest, czy w sytuacjach chwilowego parkowania samochodu na przykład na chodniku, wysłany na miejsce patrol policji, po przybyciu, jeszcze to auto tam zastaje. Trudno przecież oczekiwać, by zgłoszenie o nieprawidłowym parkowaniu było przez tę formację traktowane jako pilne. “Sprawca” blokowania przejścia czy przejazdu załatwia więc sprawę i odjeżdża. Problem jest marginalny? Z komentarzy wynika, że występuje powszechnie w rejonie różnych placówek.
(żms)




