Gliwicka gastronomia szykuje się na odmrażanie. Jak przetrwała lockdown?

Zamiast kawy w filiżance – paczka kawy do samodzielnego zaparzania w domu. Jedzenie na wynos w słoikach – bo tak bezpieczniej. Zamiast gości w lokalu – catering dla firm. Prócz piwa – kuchnia. Tak w skrócie można opisać pomysły gliwickich restauratorów na przetrwanie w pandemii. Zdecydowanej większości z nich, póki co, się udało.

 
Już w sobotę, 15 maja, wypijemy kawę w kawiarni i zjemy obiad w restauracji pod warunkiem, że lokale wystawią stoliki na zewnątrz. Te, które takiej możliwości nie mają, klientów „na miejscu” przyjmą dopiero pod koniec miesiąca. Gastronomia odmraża się ostatnia (zgodnie z planem rządu – 29 maja).

Rozmawialiśmy z właścicielami oraz pracownikami gliwickich lokali. Niektórzy, szczególnie pracownicy, nie chcą występować pod nazwiskiem. Z rozmów można jednak wyciągnąć kilka wniosków.

Po pierwsze, nie wszyscy na lockdownie stracili – są tacy, którym interes nawet się rozwinął.

Po drugie, lockdown nie był łaskawy dla restauracji żyjących z organizowania imprez okolicznościowych. To także trudny czas dla pubów, nastawionych wyłącznie na sprzedaż alkoholu (niektóre z nich, by się ratować, zaczęły serwować kuchnię).

Po trzecie, całkiem nieźle poradziły sobie lokale mniejsze, zatrudniające studentów, te, w których za barem stoi też sam właściciel, dalej – punkty od zawsze nastawione na szybkie jedzenie na wynos, restauracje dowożące posiłki oraz pizzerie. Okazuje się, że sporo mieszkańców zamawiało obiady do domu lub pracy (w niedziele czasem trzeba było czekać po dwie, trzy godziny!). No i wniosek najważniejszy: gliwiczanie solidaryzowali się z właścicielami swoich ulubionych knajpek i pomagali, zamawiając.

Na Rynek powoli wracają ogródki restauracyjne

Szybki rekonesans w centrum nie daje powodów do pesymizmu.

Z pierwszego oglądu wynika, że zamknęły się dwie kawiarnie przy ulicy Zwycięstwa – jedna na stałe, a druga tymczasowo. Takimi obserwacjami nie należy się jednak sugerować, bo część przedsiębiorców skorzystała z tarcz finansowych, więc musi teraz wytrzymać.

Paweł Siemaszko, właściciel kawiarni w ścisłym centrum Gliwic twierdzi, że radzi sobie nienajgorzej. Przede wszystkim dzięki stałym klientom.

– Niestety, musiałem pożegnać się z częścią załogi. Przed lockdownem zatrudniałem 10 osób, teraz cztery. Nie byli to jednak ludzie utrzymujący rodziny, ale pracujący dorywczo studenci.

Siemaszko to właściciel Kafo, kawiarni zawsze tętniącej życiem. Przyznaje: ma teraz 40, 50 procent klientów mniej, ale ponieważ sprzedaż odbywa się tylko na wynos, mniejsze są koszty prowadzenia lokalu, zużycia energii czy wody. Oferuje też kawę w paczkach, a tu sprzedaż wzrosła nawet o 500 procent. Najwyraźniej gliwiczanie, zamknięci w domach, nudzili się i zaczęli rozwijać kawowe zainteresowania. Poza tym udane było ubiegłoroczne lato – ludzie nie wyjeżdżali na wakacje, więc odwiedzali lokale, które wtedy akurat były otwarte.

Świetnie poradziło sobie VegeExpress, nieduży bar wegetariańsko-wegański przy ul. Bednarskiej. Od kilku tygodni jest tam nawet większy ruch niż przed pandemią. Ale nie zawsze tak było.

– Dobrze pamiętam marzec ubiegłego roku… Wszyscy, przerażeni, schowali się w domach. Zamknęłam VegeExpress na dwa tygodnie. Czekałam, aż jacyś mądrzy ludzie w końcu wyjdą i powiedzą, co dalej, jak mamy funkcjonować i prowadzić nasze biznesy. Ale zamiast konkretów, usłyszałam, że… zamykają lasy. Wtedy stwierdziłam: jeśli sama nie zadbam o swój biznes, to za chwilę nie będzie do czego wracać. Vege miało niecałe dwa lata, a ja miałam sporo rachunków i kredytów do spłaty – opowiada Michalina Gajewy, właścicielka. – Spytałam swoją ekipę, czy chce pracować. Wprowadziliśmy procedury bezpieczeństwa, zwiększyliśmy środki ochrony i zaczęliśmy działać na wynos.

Przykład Michaliny Gajewy pokazuje, że czasem potrzebny jest tylko dobry pomysł. Ona wymyśliła, że zacznie gotować dania i je wekować. Takie jedzenie wydawało się najbardziej bezpieczne. Uruchomiła stronę, przez którą głodni ludzie z Gliwic i okolic mogli zamawiać słoiki, a potem kurier dowoził je pod drzwi i zostawiał na wycieraczce. To był strzał w dziesiątkę. W pewnym momencie zaczęło nawet brakować słoików – zaczęli przynosić je sami klienci.

– Cały czas liczyłam, że dostaniemy jakąś finansową pomoc od państwa, ale jedyne, co udało mi się uzyskać, to obniżka czynszu za wynajem lokalu. Na marginesie – to akurat nie było trudne, bo prezes spółdzielni rozumiał, że jesteśmy w kiepskiej sytuacji. Lokal nie zarabiał, ale też nie tracił. Płaciłam wynagrodzenie i wszystkie rachunki na czas. Wkurzałam się tylko przy przelewach do urzędów, zastanawiając się, gdzie idą te pieniądze, skoro nie na pomoc ludziom w podobnej sytuacji – mówi Michalina.

VegeExpress przetrwało, bo z każdym miesiącem było więcej zamówień. Co ciekawe, szefowa zwiększyła nawet zatrudnienie.

Ulica Plebańska. Wkrótce powrót do normalności.

– Ludzie chcieli zamawiać, my chcieliśmy gotować. Jasne, nie o to nam chodziło, by gotować przy pustej sali, ale mogliśmy pracować i robimy to nieprzerwanie. Teraz czekamy, aż w końcu będziemy mogli wpuścić do środka i nakarmić tych wszystkich cudownych ludzi, którzy nas wspierali. Nie możemy czuć się bezpieczni w stu procentach, ale wiem, że nawet jeśli przyjdzie osiemnasta fala, znowu spróbujemy jej sprostać.

Tęsknią restauratorzy, tęsknią klienci.

Dowód? Do kawiarni – bistro Paris Paris na Krupniczej dzwonią, by zarezerwować stolik, gdy tylko rząd ogłosił, że od 15 maja można siedzieć w restauracyjnych ogródkach.

Paris Paris to lokal nastawiony typowo na klientelę „na miejscu”. Jak mówi jego właścicielka, Bogna Skwarek, próby dowozu dań w przypadku jej restauracji nie sprawdziły się. Nie było aż tak dużo zamówień, prowizję pobierał portal, za pośrednictwem którego zamawiano jedzenie, trzeba było płacić kurierowi. Właścicielka znalazła jednak wyjście – catering dla firm. Tak udało się przetrwać.

Bogna Skwarek nie ukrywa, że nowe początki będą trudne. Po tak długim czasie zamknięcia wszystko trzeba ułożyć od początku, „odgruzować”, znów przejść na inny tryb. No i skompletować załogę, bo część pracowników zmuszona była odejść.

– Na szczęście został trzon, moi kucharze i kelnerzy. Cieszymy się, czekamy na gości i wierzymy, że będzie dobrze.

Marysia Sławańska

25 komentarzy
 najwyżej ocenione
od najnowszych    chronologicznie 
Inline Feedbacks
View all comments
Nich mi ktoś to wyjaśni !
11/05/2021 19:58

Ogromny Szacunek dla tych Pań !
Jak to możliwe że nie dostały żadnego wsparcia od rządu ?
Niektórzy właściciele restauracji w Gliwicach podostawlali po ponad 200 tysięcy złotych wsparcia od rzadu i publicznie się tym chwalili !

I wszystko jasne !
12/05/2021 16:57

Wpisz w wyszukiwarkę ” Miliony dla swoich „

Żądy pis !
12/05/2021 17:10
W odpowiedzi na  I wszystko jasne !

Jak mała firma ma konkurować na wolnym rynku przy takich dysproporcjach biorąc pod uwagę obecną zapaść tej branży ?
Brawo dla tych Pań !

Mieszkaniec
11/05/2021 22:16

I znowu tabuny nawalonych imprezowiczów będą się drzeć do 3-4 nad ranem nie dając spać mieszkańcom… dziękuję za taką „normalność”

Maxim
12/05/2021 00:32
W odpowiedzi na  Mieszkaniec

Dokładnie. Ogródki powinny być otwarte do 23.

A niby dlaczego?
12/05/2021 08:47
W odpowiedzi na  Maxim

Ale sąsiad z młoto-wiertarką dobrze gdyby skończył do 22:00 nie?

Nie sądzisz ?
12/05/2021 08:57
W odpowiedzi na  A niby dlaczego?

Sąsiad nie robi remontu codziennie

Tym bardziej
12/05/2021 17:12
W odpowiedzi na  Nie sądzisz ?

Często strzelasz sobie w stopę?

myślenie boli?
12/05/2021 12:17
W odpowiedzi na  Maxim

To strefa relaksu dla większości mieszkańców Gliwic. Gliwiczanie potrzebuja takiego miejsca, gdzie mogą napić się kawusi, browarka, czy innego drinka przez całą noc. To że parunastu opornym mieszkańcom to utrudnia życie , to trudno ,liczy się racja większości!!! Dziwi natomiast bezmyślność, lenistwo, brak działań tych że mieszkańców, że nie wyprowadzili się przez tyle lat ,po za miejsce rozrywki dla Gliwiczan, tylko smędzą i płaczą jak to mają uciązliwie….

boli bardzo
12/05/2021 13:37
W odpowiedzi na  myślenie boli?

Gliwiczanie bardzo lubią wypoczywać w „ogródkach” ustawionych w betonozie.

Plandeczak pospolity
12/05/2021 17:18
W odpowiedzi na  myślenie boli?

Gliwicki Rynek strefą relaksu? Nie załamuj mnie. Peron na dworcu pewnie też, a pl. Piastów jak koi zmysły.

Mieszkaniec
12/05/2021 20:36
W odpowiedzi na  myślenie boli?

Nie rozumiesz czegoś? Oczywiście, że to strefa relaksu, sam korzystam z kawusi, browarka czy drinka, ale jak jest noc to nie drę ryja komuś pod oknem, tylko na dworze rozmawiam przyciszonym głosem, ale zdecydowana większość relaksujących się w ogródkach tego nie czai, szczególnie w piątek o 3 nad ranem, co z tego, że ktoś musi iść np do pracy, luzik nie, może się wyprowadzić, Może miasto przykładem np. Krakowa wprowadzi ograniczenia w godzinach funkcjonowania „ogródków piwnych” ?

Marta
12/05/2021 00:53
W odpowiedzi na  Mieszkaniec

Restauracje rozumiem, można iść na obiad czy z dziećmi, ale bary i puby, to masakra, głośno do samego rana….

Aktywista LGBT
01/06/2021 11:28

Ludziska się rozpanoszyli a czwarta fala przed nami. Trzeba zabrać im te pieniądze wprowadzając podatek katastralny i podatek od istnienia.

Laszlo_egesz
11/05/2021 11:24

Gastronomia jak Ikea – posiłki do samodzielnego montażu.

kuchenny rewolucjonista
11/05/2021 12:11
W odpowiedzi na  Laszlo_egesz

i równie tandetne

huntak
11/05/2021 12:45
W odpowiedzi na  kuchenny rewolucjonista

za to z marżą 1000%

Y24
11/05/2021 16:42
W odpowiedzi na  huntak

Sprawdź lepiej co to jest marża i jak się ją oblicza.

Vvv
11/05/2021 17:05
W odpowiedzi na  huntak

Marza nie moze byc wieksza niz 100%. Z narzutem mylisz ekonomisto od 7 bolesci…

AndrzejD
11/05/2021 19:01
W odpowiedzi na  huntak

@huntak
..a ktoś ci każe jadać w restauracjach ?

Przewodniczący loży szyderców
11/05/2021 14:05
W odpowiedzi na  kuchenny rewolucjonista

Pochwal się jaki z ciebie zebeściak. No dajesz jakiś przepis. Zweryfikujemy.

kuchenny rewolucjonista
12/05/2021 10:29

To klienci muszą sami u ciebie gotować ?

Oddaj fartucha
12/05/2021 17:26
W odpowiedzi na  kuchenny rewolucjonista

A ktoś cię zmusza do bycia klientem? Zakładaj fartucha we własnej hell’s kitchen i jazda do gotowania, skoro na mieście jedzenie niegodnym książęcego podniebienia jest i zmysły smaku jaśnie pana rani.

kuchenny rewolucjonista
14/05/2021 10:30
W odpowiedzi na  Oddaj fartucha

Czyli przyznajesz rację, że oferowane żarcie przez gliwicką gar kuchnię nadaje się tylko dla plebsu ?

Kluska śląska
23/05/2021 15:24
W odpowiedzi na  kuchenny rewolucjonista

@kr
I całe szczęście, bo gdyby nadawała się dla nowobogackich książąt żarlibyśmy jarmuż, kiełki, wysysali gluty z muszelek i popijali wodą jak zwierzęta.