Studenckie życie, czyli każdy żak ma 4 kółka? Problem w dzielnicy akademickiej…

Powiedzenie “studenckie życie” zaczyna nabierać zupełnie innego znaczenia.

Okazuje się bowiem, że studenci Politechniki Śląskiej nie dojeżdżają na uczelnię jak to bywało kiedyś pociągami lub autobusami ale najczęściej samochodami. Co więcej, zmotoryzowanych żaków jest tak wielu, że nie mieszczą się, lub nie chcą się mieścić, na udostępnionych przez uczelnię parkingach.

REKLAMA

Choć przygotowano dla nich aż 800 bezpłatnych miejsc na parkingach, samochody studentów wciąż sprowadzają w te okolice patrole straży miejskiej.

– Okazuje się, że kierowcy parkujący w tym rejonie mimo udostępnionych przez Politechnikę Śląską bezpłatnych parkingów za nic mają przepisy ruchu drogowego i nagminnie pozostawiają swe pojazdy np. w obrębie skrzyżowania, na chodnikach jak również wzdłuż linii ciągłej – informuje straż miejska.

W związku z tym wzmożono patrole straży miejskiej, które od początku października ujawniły w tym rejonie już 340 wykroczeń, a co za tym idzie wystawili 110 mandatów oraz ponad 200 pouczeń.

Co więcej na parkujących “gdzie popadnie” studentów narzekają również okoliczni mieszkańcy.
– Zajmują miejsca na naszych podwórkach, przed kamienicami, na chodnikach a nierzadko blokują wyjazdy – skarżą się mieszkańcy ulicy Lutyckiej.

Studenckie samochody można spotkać też nieco dalej:
– Parkują nam na podwórku, często są to auta na rejestracji spoza Gliwic. Skąd wiem, że to studenci? Wielokrotnie z tymi kierowcami rozmawiałam, mówią, że przyjeżdżają na uczelnię. Nierzadko parkują też pod pobliskim Lidlem – opowiada pani Sylwia, mieszkanka ul. Pszczyńskiej.

Studenci Politechniki Śląskiej mają do dyspozycji albo parkingi bezpłatne, na których do dyspozycji jest kilkaset miejsc albo płatne (abonament 250 zł za rok).

IMG_6255

Co najbardziej bulwersuje w całej sprawie, często jest tak, że studenci mogliby zaparkować na parkingu uczelnianym, na którym jeszcze są miejsca, ale mając przed sobą wizję 5-minutowego spaceru, wolą zostawić samochód pod drzwiami uczelni, by nie spóźnić się na zajęcia.

Katarzyna Klimek

REKLAMA