Będzie słomiany miś dla kciuka? Gliwicki totem w plebiscycie “Czarna Księga wydatków publicznych”

Rzeźba ręki-kciuka na Skwerze Europejskim, sfinansowana z pieniędzy miasta i sponsorów, znalazła się w ogólnopolskiej Czarnej Księdze Wydatków Publicznych – edycja 2026. Umieszczono tam 49 przykładów marnotrawienia pieniędzy publicznych z całego kraju. Trwa głosowanie.

Totem autorstwa nieżyjącego już gliwickiego rzeźbiarza Jana Śliwki trafił na listę przygotowaną przez Warsaw Enterprise Institute. Można dyskutować czy słusznie. Rzeźba spotkała się z głosami krytyki, ale trzeba też uczciwie przyznać, że wielu mieszkańcom się podoba.

Na stronie wei.org.pl/czarna-ksiega-wydatkow-publicznych-edycja-2026 każdy może wskazać trzy inwestycje, które zasługują na wyróżnienie w tym mało zaszczytnym rankingu.

Kwota nie jest tu najważniejsza, liczy się skala absurdu. Dla zwycięzcy tego wstydliwego rankingu przewidziano specjalną nagrodę, nasze tradycyjne słomiane misie. Zwycięzców przedstawimy na koniec rankingu

– informuje Fundacja Warsaw Enterprise Institute, która przygotowała “Czarną Księgę” wydatków publicznych.

Przypomnijmy, że kciuk, zwany też “lajkiem”, na Skwerze Europejskim (nad tunelem DTŚ) odsłonięty został pod koniec czerwca 2025 roku przy okazji rozpoczęcia pierwszego festiwalu Biennale Gliwice. Jego ustawienie kosztowało 300 tys. zł, na co miasto przekazało 90 tys. zł, zaś pozostałą część pokryli sponsorzy – wśród nich znaleźli się: Tauron oraz Orlen.

Gliwice mają teraz kciuk. Monumentalny totem uniesiony w geście „okej” lub „super”, kosztujący 300 tysięcy złotych. Brzmi jak żart? Nie – to prawdziwa inwestycja w „sztukę współczesną” w ramach programu „Gliwice – Miasto Sztuki”. Oficjalnie: rzeźba ma być symbolem pozytywnego nastawienia i optymizmu. Tyle że miny wielu mieszkańców, którzy usłyszeli o kosztach, nie napawały optymizmem – opisuje Fundacja WEI w punkcie dotyczącym gliwickiej rzeźby.

Skrajne emocje i kpiny zamiast zachwytu. Podatnik płaci (choć częściowo), a odpowiedź uniesiona w górę – na totemie. Czy Gliwice stały się „miastem sztuki”, czy miastem absurdów? Odpowiedź w geście kciuka. Tylko kierunek – w dół

– dodaje WEI.

Przygotowana po raz trzeci “Czarna Księga” stanowi przegląd nietrafionych inwestycji z całej Polski – tych małych i tych ogromnych, które zamiast służyć obywatelom, pożarły miliony złotych i okazały się totalną klapą. Wśród nich znalazły się „Siłownia dla bobrów”, kranik z wodą za 160 tysięcy, porty-widma czy szalety za setki tysięcy złotych stojące w szczerym polu, jednak jak zaznaczają autorzy opracowania, jest to zaledwie wierzchołek góry lodowej tegorocznych absurdów. K

Fundacja podkreśla, że zestawienie ma być dla władzy sygnałem, iż każda wydana złotówka jest pod lupą obywateli. Autorzy raportu chcą wymusić na urzędnikach realną odpowiedzialność za publiczne środki i skończyć z wydawaniem pieniędzy „na ślepo”.

W dobie rosnących deficytów budżetowych i presji inflacyjnej, każde marnotrawstwo publicznych środków nie tylko obciąża kieszenie obywateli, ale także podważa zaufanie do instytucji państwa, hamując długoterminowy wzrost gospodarczy

– pisze Przemysław Staciwa, autor „Czarnej Księgi”. – Jako piewcy idei wolnorynkowych w Warsaw Enterprise Institute wierzymy, że efektywność wydatków publicznych jest kluczem do budowania silnej, konkurencyjnej gospodarki – tam, gdzie brakuje analiz koszt-korzyść, priorytetyzacji potrzeb i transparentności, tam mnożą się absurdy, które kumulują się w miliardowe straty dla społeczeństwa – dodaje.

W Gliwicach bywały już nietrafione pomysły

Mówi się, że nie popełnia błędów ten, kto nic nie robi. W historii naszego miasta zdarzały się już nietrafione przedsięwzięcia. Można do nich zaliczyć np. zamówione przez samorząd w 2017 roku nowe logo Gliwic – 11 tysięcy złotych wydano na projekt, którego ostatecznie nie wybrano. W tej sprawie zorganizowano także konsultacje społeczne, w których mieszkańcy mogli wybierać wśród trzech (delikatnie mówiąc) niezachwycających propozycji.

Nowe logo Gliwic bez rozstrzygnięcia. Miasto prezentuje zaskakujące wyniki konsultacji

A jeśli już o konsultacjach mowa…

Całkiem niedawno, bo w trwającej kadencji władz samorządowych, miasto przeprowadziło kampanię informacyjną i konsultacje dotyczące metody naliczania opłat za odbiór odpadów komunalnych. Stanowiło to realizację obietnicy wyborczej obecnej prezydent Gliwic. Do sprawy urzędnicy podeszli dosyć kompleksowo – przygotowano specjalną stronę internetową z opisami rozpatrywanych metod, a także kalkulator, gdzie każdy z mieszkańców mógł obliczyć opłatę przy poszczególnych sposobach jej naliczania. Organizowano też spotkania konsultacyjne (wzięło w nich udział niespełna 800 osób) oraz opublikowano ankietę, którą wypełniło nieco ponad 700 mieszkańców. W raporcie podsumowującym rekomendowano m.in. rozważenie zmiany obecnej metody (od powierzchni) na metodę „od osoby” lub „od wody”.

Ostatecznie na marcową sesję Rady Miasta przygotowano uchwałę, w oparciu o którą opłata za odpady miała być liczona na podstawie zużycia wody. Za jej przyjęciem nie zagłosowali nawet radni z ugrupowania prezydent Gliwic – metoda pozostała więc bez zmian. Konsultacje kosztowały 70 tys. zł.

Apel o reparacje i zmiana metody liczenia opłat za śmieci. Radni zdecydowali, co z projektami uchwał

(żms)

1 Komentarz
 najwyżej ocenione
od najnowszych    chronologicznie 
Inline Feedbacks
Rozwiń wszystkie komentarze