Plusy i minusy 2025. Co się udało a co trzeba poprawić? Podsumowujemy rok w Gliwicach

© 24GLIWICE /EMEF

Spektakularne Biennale, rozwój komunikacji rowerowej, silniejsze zaangażowanie mieszkańców w miejskie sprawy, ale też zamieszanie na Zwycięstwa, opóźnienia inwestycyjne i potężny znak zapytania nad budową szpitala przy ul. Kujawskiej. Oto moje subiektywne podsumowanie 2025 roku. Zapraszam do dyskusji.

Rok 2025 to pierwszy pełny rok działalności prezydent Katarzyny Kuczyńskiej-Budki. I mieliśmy w nim wszystko to co charakteryzuje nową władzę – dużo energii, urzędników starających się być blisko mieszkańców i powiew świeżości widoczny szczególnie w drobnych sprawach porządkowych. Ale było to też pierwsze (i czasem twarde) zderzenie kampanijnych obietnic z rzeczywistością. A minione miesiące to ostatnie chwile, kiedy potknięcia można tłumaczyć problemem wieku dziecięcego lub pułapkami zastawionymi przez poprzedników. W 2026 roku Gliwice wchodzą z najwyższym budżetem inwestycyjnym w historii. Będzie to czas weryfikacji i przełożenia papierowych zamierzeń w realne przedsięwzięcia. Najpierw jednak przyjrzymy się największym plusom i minusom 2025 roku w Gliwicach.

1) Spektakularne Biennale w Gliwicach

Na przełomie czerwca i lipca Gliwice zostały wyniesione na wyższy poziom. Spacerując w tych dniach po mieście co bardziej aktywni odbiorcy sztuki – nie bez przesady – mogli poczuć się jak w dużo większych ośrodkach. Choć porównania organizatorów widzących w Gliwicach Wenecję, Tokio czy Berlina wzbudzały uśmiech zażenowania, nie ulega wątpliwości, że w skali kraju było to wydarzenie wyjątkowe. Miasto zaproponowało wydarzenie miastotwórcze, niebanalne, innowacyjne, stojące w przyjemnej kontrze do przaśnych festiwali miast sąsiednich. Trudno powiedzieć czy sukces artystyczny spotkał się z podobnym odbiorem wśród mieszkańców (wydaje się, że popowe gwiazdy organizowanych we wrześniu “Dni Gliwic” przyciągnęły większe tłumy), ale sam koncept z pewnością warto kontynuować. I aż szkoda, że kolejne Biennale zapowiedziane jest dopiero na 2027 rok.

Instalacja podczas tegorocznego gliwickiego Biennale. Fot. 24GLIWICE /emef

2) Zmiany w komunikacji autobusowej (pierwsze od wielu, wielu lat)

W Gliwicach zauważalna jest zmiana akcentów komunikacyjnych. Miasto stara się skruszyć pomnikowe nastawienie poprzedników do samochodów. Jednym z przejawów są pierwsze od lat zmiany w komunikacji autobusowej. Wreszcie zauważono, że aby zachęcić do korzystania z autobusu, nie wystarczy kupić kilka nowych Solarisów, ale trzeba jeszcze je mądrze skierować na trasę. Skomunikowana została ul. Kościuszki, przystanek zyskał m.in. Szpital Wielospecjalistyczny, usprawniono komunikację w Czechowicach, Starych Łabędach i Ligocie Zabrskiej, a lada chwilę lepsze połączenia uzyska też osiedle Powstańców Śląskich. Jeżeli myślimy o uspokojeniu ruchu w centrum, to musimy budować system alternatyw dla samochodów i zalążek tych zmian już mamy.

Budowa nowego przystanku autobusowego przy ul. Kościuszki.

3) Pasy rowerowe, czyli wreszcie nadrabiamy zaległości

W Gliwicach przez lata proponowano rowerzystom drogi rowerowe jedynie w postaci wydzielonych ścieżek rowerowych. To generowało koszty, kolidowało z miejską zielenią i w efekcie nowa infrastruktura powstawała w ślimaczym tempie. Zmiana myślenia (zapowiedziana jeszcze przez wiceprezydenta Mariusza Śpiewoka, ale wdrożona dopiero teraz) pozwoliła na gwałtowne przyspieszenie. Część kierowców pomstuje (nieprzypadkowo Kuczyńska-Budka mówi o “konserwatyzmie” samochodowym gliwiczan), bywa, że drogowcy pasy przygotowują chaotycznie, a dopóki system będzie dziurawy jak szwajcarski ser, nie będzie efektywny. Ale takie rozwiązania w dużych miastach to norma, z którą warto się oswoić i – przede wszystkim – z której warto korzystać. Na razie rowerzystów na nowych pasach jest mało. Wydaje się, że przed urzędnikami jest jeszcze jedna droga – domknięcia systemu, a zarazem promocji i edukacji nowych rozwiązań. W przeciwnym razie mam obawy, że magistrat szybko starci zainteresowanie wprowadzaniem takich zmian.

Pasy rowerowe powstały m.in. na ulicy Daszyńskiego.

4. Ożywienie Alei Przyjaźni – mamy zalążek nowej strefy kultury

Zamiast wymyślać na nowo przestrzeń kulturalną, postanowiono ożywić miejsce z ogromnym potencjałem. W sercu miasta, wokół Ruin Teatru Victoria latem Aleja Przyjaźni żyła, tworząc zupełnie nową propozycją dla gliwiczan: luźniejszą w formie, bardziej progresywną, zorientowaną na młodszego odbiorcę. Na horyzoncie majaczy już wielomilionowa (i dość ekskluzywna w zakresie potrzeb) rewitalizacja ruin. Mniej mówi się o dodatkowym walorze inwestycji – stworzeniu wokół Alei Przyjaźni całego kwartału kultury. Otwarte pozostaje pytanie czy w Gliwicach taka przestrzeń znajdzie swoich odbiorców. Po tegorocznym Biennale można patrzeć z optymizmem.

Aleja Przyjaźni przez lata pozostawała miejscem nieco zapomnianym. W ostatnim czasie nastąpiło tu duże ożywienie.

Zmiany na ulicy Zwycięstwa – najgorętszy temat roku?

Zmiany na ul. Zwycięstwa – więcej plusów czy minusów? W samej redakcji zdania są podzielone. Nie ulega wątpliwości, że na głównej arterii miasta wreszcie zaczęto materializować składane przez lata obietnice. W dodatku proces zmian rozpoczęto od odważnego prototypowania w terenie – oddając decyzje w nasze – mieszkańców ręce. To trochę akademickie jak na nasze miasto podejście, dość brutalnie zderzyło się z rzeczywistością. Zaproponowane warianty były nieczytelne, mieszkańcy nie rozumieli zmian, a sam proces sabotowany był nie tylko przez opozycję, ale też nie miał wsparcia prezydenckich popleczników.

Kropką nad i były wariacje z betonowymi donicami (tak przecież krytykowanymi w kampanii). Wydaje się, że magistrat podszedł do tematu nieprzygotowany, a konsultacje przerosły samych urzędników wypaczając ambitne założenie biura miejskiego urbanisty. Przed laty przez fatalną komunikację władz, skompromitowano na Siemińskiego ideę woonerfu, a później uspokojenia ruchu na starówce. Teraz byliśmy o krok od wysadzenia w powietrze pomysłu prototypowania miejskiej przestrzeni. W magistracie już wiedzą, że zmiany na Zwycięstwa niekoniecznie poprawią słupki poparcia Katarzyny Kuczyńskiej-Budki i oby ta wiedza nie odebrała odwagi w kontynuowaniu już i tak opóźnionej modernizacji.

Ku zaskoczeniu wielu mieszkańców na ul. Zwycięstwa pojawiły się w tym roku betonowe donice.

1. Szpital – polityczna żonglerka zdrowiem i bezpieczeństwem mieszkańców

Jest wiosna 2024 roku, środek kampanii wyborczej, miasto postanawia rozstrzygnąć przetarg na budowę szpitala miejskiego (kilka miesięcy wcześniej niż zaplanowano). Ówczesne władze przekonują, że kandydujący na prezydenta Mariusz Śpiewok to gwarant realizacji inwestycji, na którą są już też zabezpieczone pieniądze. W tym samym czasie sztab Katarzyny Kuczyńskiej-Budki szuka sposobu jak utrącić Śpiewokowi ten argument. Wiele wskazuje, że wtedy pojawia się pomysł, by do Gliwic ściągnąć minister zdrowia (Zygmunt Frankiewicz mówi wprost o ingerencji rządu w gliwickie wybory). Minister Izabela Leszczyna przyjeżdża i komunikuje, że Gliwice nie otrzymają środków z KPO. Kuczyńska-Budka “rusza z ratunkiem” przedstawiając koncepcję szpitala uniwersyteckiego, który zbudowany zostanie nie z miejskiej kasy, a z budżetu państwa. Chwilę później wygrywa wybory.

Konferencja prasowa, na której ogłoszono wyniki przetargu na budowę szpitala miejskiego. Wiosna 2024 roku.

W grudniu 2025, półtora roku od tamtych wydarzeń, siedzę na oddziale ortopedii dziecięcej i czuję się jak w scenografii do filmu “Bogowie” z Tomaszem Kotem. Światło jarzeniówek, ciemne, brązowe kafle, obdrapane framugi drzwi. Gdzieś pomiędzy przemyka życzliwy i fachowy personel. Ten fatalny zbieg okoliczności – rozstrzygnięcia przetargu i kampanii wyborczej to była najgorsza koincydencja czasowa jaka mogła spotkać nasze miasto. Temat szpitala, a więc zdrowia i życia mieszkańców stał się amunicją do walki o władzę. Teraz jest już skrajnie upolityczniony, bo w istocie tylko od rozstrzygnięć politycznych zależy jego powodzenie. Co kilka miesięcy jesteśmy mamieni nowym komunikatem dotyczącym postępu prac. W praktyce niewiele się zmienia, a żadnych gwarancji finansowania nie ma. Co więcej, w grudniu okazało się, że NFZ zalega gliwickiemu szpitalowi 23 mln złotych za leczenie gliwiczan. Czy zatem rząd znajdzie prawie 3 miliardy złotych na nowy obiekt?

Na działce przy ul. Kujawskiej hula wiatr, a gwarancji finansowania nowego obiektu nadal nie ma i według wielu – nie będzie.

2. Niekonkretne konsultacje – czyli konsultowanie dla konsultowania

W ubiegłej kadencji aktywiści krytykujący działania Adama Neumanna w zakresie zieleni, często kwitowali prowadzone nasadzenia mianem greenwashingu, czyli w uproszczeniu: mydleniem oczu, działaniem pozorowanym. W mijającym roku kilkukrotnie miałem podobne wrażenie przy okazji organizowanych przez magistrat konsultacji społecznych. “Participation washing” w wydaniu gliwickim to konsultacje takie jak przy wyborze metody naliczania opłat za śmieci. W ich podsumowaniu zarekomendowano odejście od obowiązującej metody “od metra”. Tyle, że w komunikacie urzędników od razu pojawiło się zastrzeżenie o wysokich kosztach administracyjnych wprowadzanej zmiany i sugestia “odłożenia ewentualnej zmiany metody do czasu publikacji zapowiadanych przez rząd propozycji zmian ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach”. Ostateczną decyzję i tak ma podjąć Rada Miasta.

Niewiele lepsze wrażenie zrobiły konsultacje w sprawie Zwycięstwa, gdzie urzędnikom najwyraźniej zabrakło odwagi, a w ich trakcie dokonywali zmian pod wpływem presji komentarzy z facebook’a. Wisienką na torcie braku konsekwencji były niedawne publikacje bliskich współpracowników prezydent, z wygenerowanym przez AI widokiem Placu Krakowskiego. Miała to być propozycja nowego zagospodarowania placu. Sęk w tym, że nastąpiło to po kilkumiesięcznych, szczegółowych i opłaconych przez Urząd konsultacjach prowadzonych przez Śląski Urban Lab, gdzie wzięto pod uwagę szereg opinii różnych grup społecznych. Konsultacje nie sprawdzą się jeśli wierzyć w nie nie będą sami urzędnicy.

Plac Krakowski to jedna z przestrzeni miejskich, na temat której w tym roku mogli wypowiedzieć się mieszkańcy.

3. Opóźnienia inwestycji – ciche przekładanie terminów

Tę listę powinna otworzyć modernizacja ul. Chorzowskiej, ale magistrat rzutem na taśmę w ostatnich dniach grudnia ogłosił wreszcie przetarg na jej przebudowę. W czasie przesuną się zmiany na ul. Zwycięstwa – według ostatnich zapowiedzi ostateczna modernizacja to 2027 rok. Przedłuża się realizacja ostatniego odcinka obwodnicy (Bojkowska-Rybnicka). Przetarg miał zostać ogłoszony w drugim kwartale tego roku. Teraz wiemy już, że odcinek powstanie najszybciej w 2028 roku. Trudno już policzyć kolejne opóźnienia w budowie “Okrąglaka” na Placu Grunwaldzkim. Teoretycznie obiekt jest w trakcie odbiorów, ale do Urzędu wpłynęła petycja mieszkańców wskazująca na zastrzeżenia do wykonanych prac i użytych materiałów. Jak krew z nosa ciągnie się także modernizacja alei spacerowej wzdłuż ul. Mickiewicza (nawet zakończony najszybciej odcinek Zawiszy Czarnego – Sobieskiego udostępniono mieszkańcom dopiero po naszej publikacji).

Modernizacja alei wzdłuż ul. Mickiewicza to jeden z najdłużej trwających remontów w Gliwicach.

4. Wieżowce przy ul. Piwnej – czyli jak źle prowadzić rozmowy z mieszkańcami

Była już mowa o konsultacjach z mieszkańcami. A z konsultacjami jest trochę jak z referendum na poziomie rządowym – organizuje się je wtedy gdy może pomóc organizatorowi. I tak w Gliwicach konsultujących w tym roku szereg tematów, nie pomyślano o nich, gdy pojawił się pomysł zmiany krajobrazu miasta poprzez budowę 100-metrowych wieżowców, wciśniętych między stare kamienice przy ul. Piwnej.

Tak miały wyglądać wieżowce przy ul. Piwnej. wiz. Trust Investment

Sam temat rozpalał w tym roku równie mocno co zmiany na ul. Zwycięstwa i miał swoich zwolenników i przeciwników. Wśród tych drugich byli m.in. mieszkańcy ul. Piwnej, których rola została – jak twierdzą – przez magistrat zupełnie zmarginalizowana. Z kolei wśród najzagorzalszych zwolenników inwestycji znaleźli się radni Koalicji Obywatelskiej, co zrodziło obawy o lobbing i brak bezstronności. Temat trudno uznać za zamknięty, skoro kilka miesięcy po głosowaniu Rady Miasta, przedstawiciel dewelopera udzielił wywiadu, sugerując, że projekt zmiany miejscowego planu może wkrótce ponownie trafić pod obrady.

5. Nachalny PR i podszywanie się pod projekty poprzedników

Gliwicki magistrat pod nową administracją przeszedł dużą metamorfozę komunikacyjną. Urząd próbuje być aktywny na wielu polach, stawia na szeroki zasięg w social mediach, tworzy content video, a serwis fotograficzny miasta to równie wyselekcjonowane, co wyretuszowane zdjęcia decydentów. I to właśnie “retusz” obok “testowania” powinien być drugim słowem roku w Gliwicach. Magistrat działa jak sprawnie funkcjonująca agencja PR: targetuje szeroko na wyborcę KO i lewicy, za lansowany produkt obrał “uśmiechnięte Gliwice”, a za główną influencerkę prezydent miasta. Podobnie działają urzędy w dużych miastach Polski, próbując zamieniać polityków w celebrytów. Granica między powagą urzędu a otwartym wizerunkiem władzy jest jednak cienka i łatwo o infantylizm przebrany w czapeczkę św. Mikołaja tańczącego na Rynku.

W Gliwicach, po kadencji Adama Neumanna, Kuczyńskiej-Budce wybacza się więcej, bo działa w odbiciu lustrzanym do sztywnego i pozbawionego gwiazdorskich cech poprzednika. To czy gliwiczanie będą zgadzać się dalej na wyretuszowaną rzeczywistość zależy w dużej mierze od jej konkretnych działań w najbliższych miesiącach. Jak lubią mawiać na opozycji: “obyśmy tego szpitala nie przetańczyli”.

Dużo zdrowia w tym Nowym Roku dla Państwa!
Michał Szewczyk

0 Komentarze
 najwyżej ocenione
od najnowszych    chronologicznie 
Inline Feedbacks
Rozwiń wszystkie komentarze